poniedziałek, 8 października 2012
Rozdział 34
Gdy się obudziłam, nie byłam w domu chłopaków, a dopiero gdy szerzej otworzyłam oczy uświadomiłam sobie gdzie jestem. Gołe, białe ściany i masa urządzeń dookoła, to nie mogło być nic innego, jak szpital.
Jak się później okazało, miałam tylko silny atak migreny, a w szpitalu zatrzymali mnie jeden dzień na obserwacje. Louis, przywiózł mnie do domu, po czym szybko pojechał do centrum, bo dzisiaj chłopacy mieli koncert charytatywny. Natomiast ja cały dzień spędziłam w łóżku. Co prawda czułam się dobrze, ale nic mi się nie chciało.
Na miesiąc wyjechałam z chłopakami w trasę koncertową, olewając szkołę. Wróciliśmy tydzień przed wakacjami. Ten tydzień poświęciłam na szukaniu pracy na wakacje. Oczywiście nikomu o tym nie powiedziałam, dopiero, gdy przyjęli mnie do Starbucksa postanowiłam w jakiś sposób poinformować chłopaków.
- Mamy dla ciebie pewną propozycję- zaczął Louis, gdy pewnego razu siedzieliśmy wszyscy razem na kanapie.
- Ja też wam muszę coś powiedzieć- odparłam.
- Dobra my pierwsi- dodał Niall.
- Jedziemy wszyscy na wakacje do Miami- powiedział Louis szeroko się uśmiechając.
- Fajnie, ale ja nie jadę.
- Jak to?
- Znalazłam sobie pracę na wakacje w Starbucksie- wyjawiłam, a twarz Lou, opuścił uśmiech.
- Nie mówisz serio?
- Owszem mówię.
- Ale my już mamy kupione bilety- powiedział Liam.
- No tak, wy pojedziecie, po męczącej trasie musicie odpocząć- uśmiechnęłam się do nich.
- Ja nigdzie nie jadę bez ciebie- zaprotestował Louis.
- Kotku, a co będziesz robił tutaj? Ja będę siedzieć w pracy osiem godzin dziennie, przez sześć dni w tygodniu, a tam przynajmniej będziesz z przyjaciółmi.
- Nie chcę- powiedział, jak rozpieszczony dzieciak.
- Lou, ale ja chcę, żebyś jechał! Należy ci się odpoczynek- odparłam, przekonującym tonem.
- Dobra, ale w drugim miesiącu jesteś tylko i wyłącznie dla mnie. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę- postawił warunek, a ja tylko się uśmiechnęłam i czule pocałowałam jego usta, które same się o to prosiły.
Dzisiaj ostatni dzień szkoły, czyli po prostu zakończenie roku. Mimo wielu nieobecności w szkole, jakoś udało mi się zdać do następnej klasy i to z nienajgorszymi wynikami. Jeśli chodzi o Louisa to też dostał świadectwo ukończenia liceum, ale matury nie zdał.
- Idziemy opić świadectwa?- zaproponował Zayn, gdy wyszliśmy z budynku.
- Jestem za- odparli Niall i Liam jednocześnie.
- Ja odpadam, idę do pracy, wakacje się zaczęły- powiedziałam.
- A ty Lou? Idziesz z nami na piwko?- spytał Harry.
- Nie, nie, pójdę odprowadzić Merry do pracy- odpowiedział, obejmując mnie w talii.
- Przecież nie musisz tam ze mną iść- powiedziałam to, ale w głębi duszy bardzo, bardzo chciałam żeby tam ze mną poszedł i najlepiej został cały dzień.
- Ale chcę. Chcę ci zadać pytanie, które męczy mnie już od kilku miesięcy- powiedział tajemniczo, a ja stałam się strasznie ciekawa tego pytania. Objęci ruszyliśmy w stronę samochodu Lou, o czym dotarliśmy do domu, gdzie przebrałam się w odpowiedniejsze ubrania do pracy, gdzie udaliśmy się już na piechotę.
- O co chciałeś się spytać?- zmieniłam temat, gdy rozmawialiśmy o jakiś błahych sprawach.
- Wiem o tobie niemalże wszystko, oprócz jednego- przerwał by nabrać powietrze w płuca po czym kontynuował.- Nigdy, nie licząc tego wrześniowego razu, nie opowiadałaś o swoim ojcu. Kim on był?
- Na pewno był cudownym, troskliwym człowiekiem. Spróbuję ci wszystko opowiedzieć. Odkąd pamiętam mój tata od zawsze pasjonował się końmi, a w szczególności jazdą konną, to była jego pasja i zarazem też praca. Zanim przyszłam na świat wygrał Mistrzostwa Europy w skokach, a gdy moja mama była w ósmym miesiącu ciąży, tata startował na Olimpiadzie, jednak, gdy przyszłam na świat jego wyjazdy i kariera się skończyły. Gdy miałam rok rodzice się pobrali, a tata rozpoczął pracę trenera w pobliskiej stadninie. Przez czternaście lat żyliśmy jak kochająca rodzina, aż do czasu, gdy tata poszedł, jak co piątek do pracy, z której już nie wrócił- po moim policzku spłynęła samotna łza.- Został porwany, a ludzie, którzy go przetrzymywali zażądali zbyt duży okup i dali nam za mało czasu, o wiele za mało- teraz po mojej twarzy łzy płynęły już strumieniami, a na samą myśl, że już nigdy nie zobaczę swojego ukochanego ojca, płacz jeszcze bardziej się nasilił.
- Przepraszam. Nie powinienem był pytać- odparł Lou, mocno mnie do siebie przytulając.
- To nie twoja wina. Rozumiem, po prostu byłeś ciekawy- wyszeptałam, chrapliwym od płaczu głosem.
- Jesteś pewna tej pracy?- Lou zmienił temat, gdy znów ruszyliśmy przed siebie.
- Tak, muszę mieć jakieś pieniądze na własne utrzymanie, bo renta po tacie średnio mi wystarcza, a nie chcę was obciążać większymi kosztami i tak już tyle dla mnie zrobiliście- mój głos powoli zaczął wracać do tego normalnego.
- Jesteśmy- powiedział Louis, gdy staliśmy przed drzwiami jednej z moich ulubionych kawiarni, w której dzisiaj miałam zacząć swoją pierwszą w życiu pracę.
_________________________________________
Ten rozdział jest tu przez was, a ja głupia idiotka nie umiem wam się postawić i dodaję tu kolejne rozdziały. Dobra, ale powiem wam, że ten rozdział jest chyba najnudniejszym ze wszystkich. Takie kompletne dno. Jeżeli ktoś napisze, że jest super, ekstra i wgl, to sorry ja w to nie uwierzę :) Dobra a takie pytanko do was, ile byście chciały, żeby to opowiadanie miało rozdziałów? 40 wystarczy?
Buźka xxx
PS. Powiem wam co napisała do mnie pewna dziewczyna: "Hej możesz mi wysłać swój autograf, bo wiem, że za kilka lat będziesz znaną pisarką, a ja wszystkim, będę się chwalić, że mam twój autograf :)" Jak to przeczytałam, śtwierdziłam, że to żart dnia :) Śmieszne są takie sytuacje ;p
niedziela, 7 października 2012
Rozdział 33
Zostałam sama w wielkim domu. Otworzyłam walizkę i zaczęłam wyjmować z jej wnętrza swoje ubrania, które w błyskawicznym tempie znajdowały się na półkach w szafie. Później wzięłam się za mniejszą torbę Lou, którą też opróżniłam. Kiedy zbliżała się dwudziesta, zeszłam do kuchni i zabrałam się za robienie spaghetti. Byłam tak głodna, że gdy danie było już gotowe, nie czekając na chłopców, zabrałam się za pałaszowanie.
Godziny mijały, a chłopców jeszcze nie było. Poddałam się, napisałam im kartkę, na której napisałam o spaghetti w garnku i poszłam do łazienki się umyć. Gdy leżałam już w łóżku usłyszałam jak, drzwi na dole się otwierają, a chwilę potem zaczęły się już przekrzykiwania chłopców.
- Ej chłopaki, Merry zrobiła spaghetti- krzyknął Niall, jakby jego przyjaciele znajdowali się kilka domów dalej. Oj ten Nialler i jego zamiłowanie do jedzenia i oczywiście krzyczenia na całe gardło.
Wygramoliłam się z łóżka, bo skoro wrócili chłopcy nie ma co liczyć na to, że uda mi się zasnąć. Wciągnęłam na nogi pluszowe kapcie i zwlekłam się na dół.
- Co tak krzyczycie?- wychrypiałam, zmęczonym głosem.
- Obudziliśmy cię?- spytał troskliwie Lou.
- Nie, jeszcze nie spałam- wybełkotałam, po czym podeszłam do Louisa i się w niego wtuliłam, bo zrobiło mi się nieco zimno.- Wiecie, że Niall zjada wam kolację- odparłam spoglądając w stronę Horana, który z nachyloną głową nad garnkiem wcinał makaron.
- Ej ty, głodomor, może zostawisz coś dla nas?- spytał Liam, a Niall odwrócił się w naszym kierunku, a jego policzki napchane były jedzeniem.
Gdy chłopcy zajadali się makaronem, ja zrobiłam sobie kakao, wzięłam koc, w który się owinęłam, po tym jak usiadłam na kanapie. Jako pierwszy dołączył do mnie Lou, o którego się oparłam.
- Jak tam próba?- spytałam, wpatrując się w jego czarujące oczka.
- Po podróży, dosyć męcząca- odpowiedział, po czym mocno ziewnął.
- Oglądamy coś?- spytał Zayn, który także zasiadł na kanapie i chwycił pilota.
- No, a może Toy Story- zaproponował Liam, wymachując pudełkiem z filmem przed naszymi twarzami.
- Nie!- zaprzeczyliśmy wszyscy w tym samym momencie.
- Nie znacie się- odburknął, obrażonym głosem.
- Dobra, wiecie co ja idę się położyć. Tylko proszę Niall, jakbyś mógł nie wrzeszcz- powiedziałam, a następnie podniosłam się z sofy, cmoknęłam Louisowe usta, a gdy chciałam iść na górę Lou, chwycił moją dłoń, pociągnął mnie do siebie i czule pocałował. Nie zwracając uwagi na pozostałych zatopiliśmy się w magicznym i długim pocałunku.
- Emm, może przeniesiecie się do sypialni?- wtrącił Harry, a my oderwaliśmy się od siebie.
- Dobranoc- powiedział Louis, po czym pociągnął mnie za sobą na górę do sypialni.
- To co?- spytał, spoglądając na mnie w uroczy sposób.
- To idziemy spać kochanie- odpowiedziałam, cmoknęłam go w policzek i weszłam do łóżka.
Rano obudziłam się ze straszliwym bólem głowy, czułam się strasznie. Natomiast, gdy wstałam, tak strasznie zakręciło mi się w głowie, że upadłam na podłogę z dosyć głośnym hukiem.
- Boże, Merry co ci jest?- przy mnie od razu znalazł się wystraszony Louis, który podniósł mnie z ziemi i położył z powrotem na łóżku.
- Źle się czuję- wyszeptałam. Lou podszedł do mnie i przyłożył rękę do mojego czoła.
- Nie masz gorączki. Coś cię boli?
- Głowa i to tak, jakby zaraz miała eksplodować- W tym momencie z dołu doszły nas krzyki, kłócących się chłopaków. Po chwili usłyszałam głośny trzask, tłuczonego szkła. Nie wytrzymałam, wstałam ponownie z łóżka i chwiejnym krokiem zeszłam na dół. Chłopcy dalej na siebie wrzeszczeli i biegali po kuchni.
- Możecie być trochę ciszej- wychrypiałam cicho, ale oni nawet nie zwrócili na mnie uwagi.- Hej chłopaki mówię do was- tym razem też nie pomogło, żaden z nich nawet nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi, natomiast mi potwornie zakręciło się w głowie, nogi się ugieły i znowu upadłam.
- Merry, hallo, chłopaki dzwońcie po pogotowie- ledwo usłyszałam te słowa Liama, a wtem obraz stał się całkowicie zamazany, aż w końcu całkowicie zniknął. Zapanowała ciemność.
_________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale jest taka tajemniczość, jak bym napisała dalszą część, nie było by tego efektu.
Jeżeli chodzi o pytania ze strony Marty. To powiem tak mam strasznie wyolbrzymioną wyobraźnię, której skutkiem są właśnie te (beznadziejne) rozdziały. Często też wyobrażam sobie kontynuację w łóżku jak zasypiam, tylko ja wchodzę w rolę głównej bohaterki. A jeśli chodzi o jakąś specyficzną akcje w opowiadaniu to lepiej żeby nie działo się za wiele w zbyt krótkim czasie, bo to będzie takie mało realne. Jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś pytania to pytajcie, ja kocham odpowiadać na pytania :)
Buziaki xxx
Info co do 33
Rozdział będzie gdzieś koło 20.00 :)
Jeśli macie do mnie jakieś pytania, możecie zadac je pod tym postem, a ja na WSZYSTKIE odpowiem pod rozdziałem 33 :) Jeśli chodzi w jakie dni będą dodawane rozdziały to już mówię,że w niedziele i czwartki, bądź środy. Pytania mogą dotyczyc też treści opowiadania :) Pytac śmiało Xxx
Jeśli macie do mnie jakieś pytania, możecie zadac je pod tym postem, a ja na WSZYSTKIE odpowiem pod rozdziałem 33 :) Jeśli chodzi w jakie dni będą dodawane rozdziały to już mówię,że w niedziele i czwartki, bądź środy. Pytania mogą dotyczyc też treści opowiadania :) Pytac śmiało Xxx
czwartek, 4 października 2012
Rozdział 32
- Tylko, pamiętaj dzwonić do mnie codziennie i koniecznie musisz odwiedzić babcię. A ty o nią dbaj i pilnuj ją jak własnego oka- nienawidzę pożegnań, a teraz musiałam żegnać się z własną mamą, którą prawdopodobnie miałam się zobaczyć dopiero za kilka miesięcy. Tak wracam z Louisem do Londynu.
- Dobrze mamo- wychrypiałam, ze łzami w oczach, mocną ją do siebie przytulając.
- I nie zapominaj o nauce- dodała, gdy wsiadaliśmy już do zapakowanego po brzegi samochodu.
- Do widzenia- odparł Lou, po czym odpalił silnik, a ja jeszcze zdążyłam pomachać mamie, przez otwarte okno auta, zanim Louis ruszył spod domu.
- Wszystko okay?- spytał chłopak, gdy wyjechaliśmy z Manchesteru, a po moich policzkach wciąż spływały łzy.
- Tak, nie lubię pożegnań- wychrypiałam.
- Uwierz mi, nikt ich nie lubi.
Po drodze do stolicy zatrzymaliśmy się dwa razy. Raz na stacji, gdzie Lou musiał zatankować, a drugi raz w przydrożnej restauracji, w której zjedliśmy wyśmienity obiad.
Przed piątą wieczorem dotarliśmy do Londynu, a kilka minut później Lou zaparkował swoje srebrne autko pod domem chłopaków, a teraz także moim.
Wzięłam głęboki wdech i weszłam do mieszkania. W powietrzu unosił się cudowny zapach, a z kuchni dobiegały głosy chłopców, tych chłopców, za którymi zdążyłam już się stęsknić. Odłożyłam swoje walizki pod ścianę i po cichu weszłam do pomieszczenia, z którego dochodziły głosy.
- Dzień dobry- powiedziałam dosyć głośno, gdy moim oczom ukazała się czwórka przystojniaków skupionych na gotowaniu.
- Merry!- krzyknęli niemalże równocześnie i rzucili się na mnie.
- Też się cieszę, że was widzę- odpowiedziałam, zwinnie wyślizgując się z ich grupowego uścisku.
- Cześć chłopaki- przywitał się z chłopakami Lou.
- Cześć Lou- powiedzieli obojętnie i zaczęli zadawać mi pytania, jak mi się podobało w Manchesterze.
- A właśnie Lou, Paul dzwonił rano i mówił, że mamy w sobotę koncert charytatywny w Londynie- odparł Liam, spoglądając na swojego przyjaciela.
- Co, jak to? Ale ja mam randkę- wtrącił Harry, wkurzonym głosem.
- Harry, musisz sobie znaleźć kogoś na stałe, bo te twoje randki i tak nic nie dają i wciąż jesteś singlem- odrzekł Zayn, a jego twarz cała umazana była od czekolady.
- I mówi to koleś z ciastem na twarzy- stwierdził Hazza.
- Mmmm, pieczecie ciasto?- spytałam.
- Mieliśmy taki zamiar, ale Zayn i Niall zjedli całe surowe ciasto, więc nici z pieczenia- odpowiedział Liam, wskazując na umazanych brązową masą kolegów.
- Dobra my pójdziemy się rozpakować- wtrącił Louis, po czym oboje sięgnęliśmy po swoje walizki i wgramoliliśmy się na piętro. Skręciłam w lewą stronę wprost do pokoju gościnnego.
- Kotku, co ty robisz?- Louis, zatrzymał mnie słowami, a ja odwróciłam głowę w jego stronę i się uśmiechnęłam.
- No jak co? Idę do swojego pokoju- odpowiedziałam, a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Nie możesz tam spać!
- Niby czemu?
- Bo to pokój dla gości, a ty od dzisiaj jesteś domownikiem.
- To gdzie mam spać?
- Wiesz, w moim pokoju jest chyba trochę miejsca na twoje rzeczy- uśmiechnął się cwaniacko, a ja zawróciłam i pomaszerowałam grzecznie za swoim chłopakiem, wprost do jego pokoju, z którym wiązałam wiele wspomnień. Jak na przykład to, że w progu tej sypialni po raz pierwszy pocałowałam Louisa. Na samą myśl o tym wydarzeniu zakręciło mi się w brzuchu w taki miły sposób.
- Tęskniłam za tym pokojem- wyszeptałam, odkładając swoje torby pod okno, po czym położyłam się na miękkim, dwuosobowym łóżku. Chwilę później Louis odłożył swój bagaż i poszedł w moje ślady, rozwalając się obok mnie.
- Siema, zakochańcy- do naszego pokoju wparowali weseli chłopcy, po czym wskoczyli na nas, wykrzykując jakieś bzdety.
- Wypad- warknął Louis, a Zayn przykrył mu twarz poduszką.
- Nie, tu nam się podoba- odparł Niall, który właśnie zaczął skakać po łóżku, udając supermana, czy coś w tym stylu.
- Ej chłopaki idźcie sobie, my chcemy się rozpakować- powiedziałam poważnym głosem.
- No właśnie widzimy jak się rozpakowujecie- skomentował Harry, unosząc brwi ku górze.
- O kurwa- szepnął Liam.
- Co jest?- wszyscy ucichli.
- Która godzina?- spytał Payne.
- Siedemnasta piętnaście, a co?- odparłam, spoglądając na wyświetlacz swojego telefonu.
- Za piętnaście minut powinniśmy być na próbie do sobotniego koncertu- powiedział Li, a wszyscy chłopcy wyskoczyli z łóżka jak oparzeni, a następnie wybiegli z pokoju, w którym teraz zostałam tylko ja i Louis, który zrzucił z siebie koszulkę i zaczął szukać innej w szafie.
- Halo, ziemia- odparł, gdy ja jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w jego nagi, umięśniony tors.
- Co, co?- potrząsnęłam głową, dzięki czemu nieco oprzytomniałam.- Widzisz jak na mnie działasz?- odparłam, a Lou tylko słodko wygiął swoje usta w delikatny uśmiech.
- Jedziesz z nami?
- Wiesz chyba zostanę w domu i rozpakuję rzeczy- odparłam, a chłopak podszedł do mnie, cmoknął moje wargi i wyszedł z pokoju. Kilka minut później usłyszałam jak chłopcy wychodzą z domu. Gdy wyjrzałam przez okno, ich auta już nie było.
______________________________________
Dobra jakoś wam się udało i póki co nie zawieszam bloga, a rozdziały będę chyba dodawać częściej, jeżeli nie zabraknie mi pomysłów :) Kolejny rozdział w niedzielę :) Dziękuję za komentarze i bardzo proszę o kolejne najlepiej moje ulubione takie DŁUGAŚNE, żebym miała co czytać dziękuję dobranoc. Kocham was <3przepraszam za wszelkie błędy :)
wtorek, 2 października 2012
Rozdział 31
- Hej, Louis- przywitała się moja mama, gdy wyszła z toalety. Słowa te mówiła w taki sposób, jakby to, że widzi Lou w naszym domu było normalką. Zero zdziwienia z jej strony.
- Dzień dobry, po raz drugi- odpowiedział Lou, łapiąc za kawałek pizzy.
- Jak to po raz drugi?- zerknęłam to na Louisa, to znowuż na mamę.
- Bo to…- zaczął Lou, ale przestał mówić, gdy mama skarciła go wzrokiem.
- Bo co?- spytałam.
- A mniejsza o to- odparł, biorąc wielkiego gryza pizzy.
- Dobra, nie będę wnikać, ważne, że tu jesteś, więc muszę się tobą nacieszyć, bo pewnie za kilka godzin mi stąd wyjedziesz- oparłam głowę o jego kościste ramię.
- A kto powiedział, że dzisiaj wracam, a tym bardziej za kilka godzin? Tak szybko się mnie nie pozbędziesz- cmoknął mnie delikatnie w czoło.
- Zostajesz na noc?
- Twoja mama się zgodziła, więc raczej tak- odpowiedział, szeroko się uśmiechając.
- No tak, a co z maturą?- nieco posmutniałam, ponieważ bardzo zależało mi na tym, żeby zdał i w ogóle.
- Napiszę w przyszłym roku, z Liamem, Niallem i Zaynem, jak to się mówi w grupie raźniej.
- No ja myślę.
- To co dzisiaj robimy? Może pokażesz mi Manchester?
- Ciekawe jak, ja sama nie wiem, gdzie co jest- wytknęłam w jego stronę język.
- Jak chcecie mogę was gdzieś podwieźć, bo jadę na chwilę do szpitala- wtrąciła mama.
- Mamo, nie musisz się o nas martwić. Przecież Louis ma samochód- odparłam, a chłopak tylko się uśmiechnął.
- Jak chcecie. Ja już lecę. Bawcie się dobrze i nie siedzicie cały dzień przed telewizorem- powiedział, po czym chwyciła swoją torebkę i wyszła z salonu. Gdy tylko drzwi frontowe się zamknęły, Louis czule mnie pocałował.
- Nareszcie sami- westchnął, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- Misiek…- zaczęłam spokojnym głosem, gładząc dłonią jego włosy.
- Tak?
- Wiesz co?- ciągnęłam.
- No co?
- Kocham cię- powiedziałam wreszcie, jednocześnie siadając mu na kolanach.
- Ja ciebie bardziej.
- Oj nie, nie. Chcesz spróbować czegoś bardzo, bardzo smacznego?- zmieniłam temat, a Lou delikatnie ugryzł mnie w ramię.
- Już spróbowałem- uśmiechnął się żartobliwie.
- Oj mój ty głuptasku. To co chcesz?
- Nie dzięki, jestem pełny po tej pizzy.
- Okay, ja sobie coś przekąszę- powiedziałam, a następnie pomaszerowałam do kuchni, gdzie z lodówki wyjęłam dwa słoiki, jeden z ogórkami drugi z majonezem, po czym wróciłam do salonu, gdzie Lou wygodnie rozsiadł się na kanapie.
- Może chcesz trochę?- spytałam, wyciągając w jego stronę korniszona zamoczonego w białym sosie.
- Co to?
- Ogóreczki z majonezikiem- odpowiedziałam, a Louis zrobił wielkie oczy.
- Nie, dzięki!- odparł stanowczo.
- Twoja strata- powiedziałam, po czym wzięłam sporego gryza.
- Chcesz mi może o czymś powiedzieć?- zerknął na mnie pytająco, gdy zamaczałam drugiego ogórka w majonezie.
- Hmm… Co niby? Jakaś podpowiedź?
- Ten, no, bo, czy ty, ten , no, czy, czy ja, no, ten- zaczął się jąkać, natomiast ja wybuchłam donośnym śmiechem.
- Nie kochanie, nie będziesz tatusiem, przynajmniej na razie. Tak dla pewności nie jestem w ciąży- odparłam, a Louis po tych słowach nico się rozluźnił.
- Ale jesteś pewna?
- Tak.
- Zamieszkaj ze mną- powiedział, łapiąc mnie za prawą dłoń.
- Słucham?
- Kupimy sobie wspólny domek, w którym razem zamieszkamy.
- A co z moją mamą i chłopakami?
- Jakoś przeżyją.
- A co, jak będziecie wyjeżdżać w długie trasy koncertowe, a ja będę musiała siedzieć samotnie w pustym domu, bezczynnie gapiąc się w biały sufit?
- A kto powiedział, że nie weźmiemy cię ze sobą? Ja bym nawet nie przeżył tak długiego rozstania z moją księżniczką.
- To nie będzie kłopot, taszczyć ze sobą, po całym świecie taką marudę?
- Nie, jeśli wszyscy kochamy tą marudę- odpowiedział, całując delikatnie moje czoło, a ja wtuliłam się w jego ciepły tors i zaczęłam bawić się jego ręką.
- Twoja mama mówiła, że nie mamy całego dnia spędzić na kanapie- odparł, gdy w pokoju zapanowała głucha cisza.
- Ale tutaj jest mi tak wygodnie…- wtuliłam się w niego jeszcze mocniej.
- A co wy tu jeszcze robicie?- nagle ni stąd, ni zowąd w salonie pojawiła się moja mama.
- Właśnie mieliśmy się zbierać- odpowiedział Lou, wstając z kanapy, a ja poszłam w jego ślady.
- Macie już pomysł gdzie się wybierzecie?- zadała kolejny pytanie, a ja tylko pokiwałam przecząco głową.- Bo wiecie, przy szpitalu jest festyn dobroczynny, możecie się tam wybrać- zaproponowała.
- Mamo, sami wybierzemy jakieś miejsce- odpowiedziałam, po czym chwyciłam rękę Lou i pociągnęłam go w stronę wyjścia.
- To co, gdzie jedziemy?- spytała Louis, otwierając przede mną drzwi swojego samochodu.
- Może wesołe miasteczko, zawsze chciałam przejechać się na rollercoasterze- podsunęłam pomysł, który właśnie przyszedł mi do głowy.
- Czemu nie, trochę adrenaliny nam nie zaszkodzi- odpowiedział, po czym wstukał jakiś adres w montowanego w panel samochodu GPS-a.- To jedziemy- uruchomił silnik i ruszyliśmy spod podjazdu.
Na miejscu byliśmy po dwudziestu minutach. Założyliśmy kaptury na głowy, żebyśmy nie wzbudzali większego zainteresowania wśród innych ludzi. Szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę kasy, przed którą stała krótka kolejka, do której się ustawiliśmy.
- Cztery bilety na rollercoaster- powiedział Lou do kasjerki, a ta podała mu bilety.
- Po co nam, aż cztery?
- Bo znając życie tak nam się spodoba, że będziemy chcieli to powtórzyć- odpowiedział, po czym objął mnie w tali i powędrowaliśmy wprost na tor rollercoastera. Zapiliśmy pasy i wagonik ruszył. Na początku wolno wjeżdżaliśmy pod górkę, ale gdy byliśmy już na jej szczycie i gdy spojrzałam w dół, myślałam, że zaraz spanikuję. Chwyciłam dłoń Louisa, zamknęłam oczy, a kolejka ruszyła wprost w dół z niesamowitą prędkością, że pisk sam wydobył się z moich ust, a Lou mocniej ścisnął moją rękę.
- To co, jedziemy jeszcze raz?- spytał, wesolutkim głosem Lou, gdy zeszliśmy z kolejki. Natomiast ja z przypływu tak ogromnej adrenaliny jeszcze się trzęsłam, jak mała cziłała zimą.
- Nie przeżyję drugiego razu- odpowiedziałam, a Lou słodko się do mnie uśmiechnął i z całych sił przytulił do siebie.
- A co z biletami?
- Oddamy je do kas?- zasugerowałam.
- No weź, ja jadę jeszcze raz, no chodź fajnie będzie, drugi raz nie jest już taki straszny- odpowiedział delikatnie się uśmiechając.
Po niecałej minucie jakoś dałam się namówić Lou i po raz drugi wsiadłam do wagoniku. Zapięłam pasy i od razu, za nim jeszcze kolejka ruszyła, chwyciłam dłoń Louisa. W pewnym sensie Lou miał rację, jak zeszłam na ziemię, moje ciało nie trzęsło się jak galareta, co miało miejsce po pierwszym razie.
- Masz ochotę na watę cukrową?- spytałam, gdy krążyliśmy, wtuleni w siebie po wesołym miasteczku.
- Mam ochotę na ciebie- uśmiechnął się cwaniacko, a ja cmoknęłam go delikatnie, a następnie podeszłam do mężczyzny sprzedającego watę cukrową i kupiłam od niego dwie sztuki.
- Nie chcę żebyś wracał do Londynu- powiedziałam cichutko, gdy wracaliśmy do samochodu.
- Ja też nie chcę wracać tam bez ciebie- odpowiedział, cmokając moje czoło.- Ale nie mogę tu zostać nie wiadomo ile, proszę obiecaj mi, że wrócisz ze mną do Londynu- przystanął i uchwycił moją twarz w ręce tak abyśmy spoglądali sobie prosto w oczy.
- Wiesz jak bardzo bym chciała, ale nie mam pracy, ani nawet, żadnej rodziny w Londynie- zaczęłam mówić, opuszczając wzrok z twarzy Lou.
- Słonka masz mnie i chłopaków i przyjaciółki, a co do pieniędzy, nie musisz się o nie martwić- odpowiedział słodkim głosem.
- Daj mi jakiś czas na zastanowienie- odpowiedziałam, trzęsąc się z zimna, a Louis, gdy zobaczył, że cała drgam okrył mnie swoją kurtką i oboje ruszyliśmy żywym krokiem w stronę parkingu.
Do końca dnia cały czas myślałam o tej rozmowie z Lou, przez co nie mogłam się skupić na niczym innym. Po kolacji mama otworzyła wino i wraz z Louisem zaczęli pić i rozmawiać, natomiast ja udałam się do łazienki, ponieważ byłam już zmęczona tym dniem.
- Alkoholicy- skomentowałam, jednocześnie uśmiechając się, gdy zeszłam na chwilę do salonu.
- Idziesz już spać?- spytał Lou, spoglądając na mnie tymi swoimi cudnymi, pełnymi ciepła oczkami.
- Tak, jestem zmęczona- odparłam, głośno ziewając. Nalałam sobie do szklanki wodę, którą raz dwa wypiłam.
- Nie będziesz tęsknić jak sobie jeszcze chwilę posiedzę tutaj z twoją mamą?- spytał, gdy przytuliłam go od tyłu, a nasze ciała dzieliło oparcie krzesła.
- Będę, ale siedź sobie- cmoknęłam jego policzek- czekam na ciebie w łóżku, kocham cię- te słowa wyszeptałam mu na ucha, tak, aby mama siedząca naprzeciwko nic nie usłyszała.
- Dobranoc mamo- mruknęłam, po czym powędrowałam do swojego pokoju.
Uchyliłam lekko okno, bo w pokoju panował zaduch, a następnie zapaliłam sobie nocną lampkę i sięgnęłam po leżącą na szafce książkę, którą zaczęłam czytać kilka dni temu. Zatopiłam się w słowach autora, które niesamowicie wciągnęły mnie w historię bohaterów. Kiedy dojeżdżałam już do ostatnich stron do pokoju wślizgnął się Lou, który chwycił swoje rzeczy i znowu zniknął za progiem drewnianych drzwi. Odłożyłam książkę na miejsce, owinęłam się kołdrą i udawałam, że śpię.
Chwilę później do mojej sypialni przyszedł Lou, przynajmniej ta mi się wydawało, ale gdy położył się obok mnie na mojej dwuosobowej kanapie byłam pewna, że to on. Co jak co, ale zapach jego perfum to ja poznam wszędzie i zawsze.
- Śpisz już?- szepnął mi na ucho, a ja leciutko się uśmiechnęłam, po czym odwróciłam się do niego twarzą, w twarz i złożyłam czuły pocałunek na jego miękkich wargach.
- A no nie śpię- powiedziałam wesoło.
_________________________________
Wiecie co chyba zawieszę bloga jakoś do ferii, bo po pierwsze liczba komentarzy zmalała, o statystykach to już lepiej nie mówić, a co do konkursu to odwołuję z braku zainteresowania. :(
A tak na marginesie KOCHAAM dłuuugiiie komentarze lol xxx
Subskrybuj:
Posty (Atom)