Piszę tego posta, żebyście nie zapomniały o moim blogu. Niestety nie mam chwilowo możliwości wstawienia nowego rozdziału, ponieważ piszę z telefonu, a laptopa brak ;p Ale nie martwcie się 27 rozdział powinien pojawic się w sobotę jakoś koło godziny 11.00 i obiecuję, że będzie on raczej dłuższy. Przepraszam, że rozdziały ukazywac będą się tylko w weekendy, ale naprawdę nie mam za wiele czasu na korzystanie z komputera mianowicie NAUKA :( No to tyle ode mnie, mam nadzieję, że frekwencja osób, które to czytają i komentują nie spadnie, a komentarzy będzie tylko przybywac
Pozdrawiam<3
środa, 19 września 2012
piątek, 14 września 2012
Rozdział 26
Obudził mnie SMS od Julii z życzeniami urodzinowymi. Tak właśnie dzisiaj kończę osiemnaście lat. Na pierwszy rzut oka dzień jak co dzień. Dostałam kilka, życzeń SMS-owych, czy też na twitterze, ale ani jednych od któregoś z chłopców.
Ubrałam się w ulubioną sukienkę, po czym przepakowałam torbę, zjadłam śniadanie i wyszłam do szkoły. W autobusie spotkałam Megan, która po raz drugi złożyła mi życzenia urodzinowe.
Zajęcia się skończyły, a ja nadal nie dostałam, żadnego SMS-a od Lou, czy też Nialla, Liama, Zayna, albo Harrego.
- Może szykują dla ciebie jakąś, wielką niespodziankę- powiedziała Julia, gdy byłyśmy w kawiarni, do której zaprosiłam po szkole, by uczcić moje urodziny.
- Może- odpowiedziała, zamyślonym głosem.
Dochodziła już osiemnasta, a ja wciąż łudziłam się, że dostanę jakąś wiadomość, ale nic. Co chwilę sprawdzałam to wyświetlacz telefonu, to znowuż facebooka, czy twittera, ale wszędzie było pusto. W pewnym momencie nie wytrzymałam i wybrałam numer Louisa i do niego zadzwoniłam.
- Tak kotku?- usłyszałam w słuchawce jego radosny głos.
- Cześć, co tam, gdzie jesteś?
- A wszystko dobrze, miałem dzisiaj spotkanie z producentami, na którym planowaliśmy trasę koncertową na przyszły rok- wyjaśnił mi.- A jak tobie minął dzień?- dodał, gdy zapanowała cisza.
- Normalnie, szkoła, spotkanie z przyjaciółkami nic szczególnego- odpowiedziałam, smutnym głosem.
- Jakie plany na dziś?
- Chyba spędzę wieczór z mamą i pooglądamy sobie jakieś filmy- odparłam.
- To miłego oglądanie, ja muszę kończyć. Papa, Kocham cię- nic mu nie odpowiedziałam, tylko się rozłączyłam.
- Czyli zapomniał- wyszeptałam sama do siebie.
- Wróciłam- w tym momencie do domu weszła mama z wielkim zapakowanym pudełkiem.
- Hej- odburknęłam, na chwilę spoglądając w jej kierunku.
- No pochwal się, co dostałaś od Louisa- powiedziała, gdy tylko dołączyła do mnie na kanapę.
- Nic, zapomniał o moich urodzinach- mówiąc to, z oczu popłynęła mi samotna łza.
- Jak to zapomniał?
- No normalnie, nic kompletnie nic, zresztą pozostali chłopcy tak samo. A wiesz co boli najbardziej? To że dostałam życzenia od ich fanek, które nawet mnie nie znają, a mimo to wiedziały że mam dzisiaj urodziny- powiedziałam smutno, a po policzku popłynęły mi kolejne łzy.
- Faceci to świnie, musisz im wybaczyć takie błędy.
- Wiem. Chyba pójdę się położyć- odparłam, po czym podniosłam się z kanapy i wolnym krokiem skierowałam się do swojej sypialni. Sięgnęłam po piżamę i poszłam do łazienki. Napuściłam sobie wody do wanny, a następnie sama do niej weszłam.
Przed północą wysłałam do Louisa SMS-a, w którym napisałam krótkie „Kocham Cię :*”, na co on odpisał mi po chwili: „ Też Cię Kocham”. Uśmiechnęłam się do telefonu, a chwilę później zasnęłam.
Wreszcie sobota i wolne. Jednak cały czas jest mi trochę smutno z powodu sklerozy Louisa. Dzisiaj miałam zamiar iść odebrać mój dowód, na którego czekałam już od kilku miesięcy.
- Hej kochanie, wpadniesz do mnie?- zadzwoniłam do Lou, gdy tylko zjadłam pożywne i za razem pyszne śniadanie.
- Hej, kiedy?- spytał zaspanym głosem.
- Teraz.
- Hmm, będę za dziesięć minut- odpowiedział, po czym się rozłączył.
W ciągu tych 10 minut zdążyłam umyć zęby i zrobić sobie delikatny makijaż. Kiedy przyjechał Lou, nie czekałam, aż wejdzie do środka, tylko wyszłam mu naprzeciw, pocałowaliśmy się na powitanie.
- Pojedziesz ze mną do urzędu?- spytałam, łapiąc go za rękę.
- Po co chcesz jechać do urzędu- Lou zrobił zmieszaną minę.
- Jak po co, po mój dowód- odparłam, szeroko się uśmiechając.
- Ale najpierw musisz skończyć osiemnaście lat- odparł poważnym głosem.
- No przecież skończyłam- cmoknęłam go w policzek.
- Ciekawe kiedy?
- Wczoraj kochanie, wczoraj- odpowiedziałam, a Louis rozchylił usta.
- Miałaś wczoraj urodziny?
- No przecież powiedziałam.
- Ale ze mnie debil. Wszystkiego najlepszego, przepraszam, zupełnie zapomniałem. Jestem skończonym idiotą- zaczął mówić na zmianę to do mnie, to sam do siebie, co wydało się dosyć śmieszne.
- Wynagrodzę ci to jakoś- dodał zamyślonym tonem.
- Wystarczy, że zawieziesz mnie do tego urzędu- powiedziałam, a Lou otworzył przede mną drzwi od swojego samochodu.
W drodze powrotnej z urzędu, Louis zatrzymał się przed jakimś wieżowcem. Polecił mi żebym została w aucie, a on sam poleciał do budynku.
- Dobra wszystko załatwione- wychrypiał, cały zdyszany, wskakując do samochodu.
- Co załatwione?- spojrzałam na niego pytająco.
- Za dwie godziny. Zabieram cię w piękne miejsce- odpowiedział zapalając silnik.- Jedziemy tam na noc, więc weź ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, a i coś eleganckiego- wytknął do mnie język i ruszył z parkingu z piskiem opon.
- Ale gdzie jedziemy?
- To niespodzianka- odpowiedział, a resztę drogi do mojego domu przesiedzieliśmy w ciszy.
- Dobra wracam po ciebie za trzy godziny, więc proszę bądź gotowa- cmoknął mnie w policzek, a ja zwinnie wysunęłam się z wnętrza jego auta i ruszyłam w stronę domu, rozmyślając gdzie Lou chce mnie zabrać.
Gdy weszłam do pokoju wyjęłam z szafy małą walizkę i wpakowałam do niej tylko potrzebne rzeczy i ukochaną czerwoną, elegancką sukienkę. Powiedziałam mamie, o moim wyjeździe z Louisem, na który po dłuższym proszeniu, udało mi się namówić moją mamę.
- Gotowa?- spytał Lou, którego do domu wpuściła mama.
- Tak, tak- odpowiedziałam, po czym wzięłam swoją walizkę, którą zniosłam po schodach i wsadziłam do bagażnika auta.
- Powiesz mi gdzie mnie zabierasz?- spytałam, gdy oboje siedzieliśmy w pojeździe.
- Przecież mówiłem, że to niespodzianka.
Ostatecznie znaleźliśmy się na londyńskim lotnisku. Lou zostawił samochód na parkingu i pociągnął mnie w stronę wejścia do budynku lotniska.
Gdy byliśmy już na pokładzie samolotu Louis podał mi czarną przepaskę na oczy, a gdy się na niego spojrzałam pytająco, on tylko słodko się uśmiechnął. Nie byłam pewna jak długo lecieliśmy, bo przez cały ten czas siedziałam z opaską na oczach.
- Jesteśmy- szepnął mi do ucha Lou, gdy zaczęłam przysypiać.
- Co, już? A okay- powiedziałam, rozkojarzona.
- Nie ściągaj tego jeszcze- przytrzymał moje dłonie, które powoli zsuwały opaskę z oczu.
- Czemu, przecież powiedziałeś, że jesteśmy na miejscu- odparłam i na czuja odnalazłam dłoń Louisa, której mocno się chwyciłam i podążyłam za nim.
- Ej co ty robisz?- w pewnym momencie Louis, złapał mnie w pasie i wziął na ręce.
- Chcę cię tylko znieść po schodach.
- Sama też bym dała radę- odpowiedziałam.
- Wolałbym nie ryzykować- czułam, że schody się skończyły, a mimo to Lou cały czas nie chciał odstawić mnie na ziemię. Po chwili znowu poczułam, że Lou pokonuje jakieś schodki, jednak tym razem chyba w górę.
- Możesz zdjąć opaskę- powiedział, a ja poczułam delikatny, ciepławy, wiaterek na twarzy. Zsunęłam przepaskę z oczu, po czym musiałam chwilę odczekać, aż moje oczy przyzwyczają się do światła słonecznego.
___________________________________
Rozdział dodaję dzisiaj, bo z okazji moich urodzin rodzice oddali mi laptopa dzisiaj, żebym mogła odpisywać na życzenia. No i jak wam się podoba rozdział taki trochę dłuższy i mam nadzieję, że ciekawy. Czekam na dużo, długich komentarzy. 15 osób zdeklarowało się, że czyta mojego nudnego bloga, więc liczę na co najmniej 7 komentarzy. Komentować mogą wszyscy NAWET ci bez konta na google :) <3
środa, 12 września 2012
Rozdział 25
- Hej Harry, jak tam udała się randka?- spytałam Hazzę, który otworzył mi drzwi.
- Hej. Nie najgorzej, ale zawsze mogło być lepiej- odpowiedział, po czym wpuścił mnie do środa.
- Gdzie Lou?- zerknęłam na Stylsa, gdy tylko zdjęłam kurtkę i zimowe buty, od których przez tydzień zdążyłam się odzwyczaić.
- Wydaje mi się, że w swoim pokoju- odrzekł, a ja zwinnie wyminęłam loczka i ruszyłam na piętro. Zapukałam do drzwi, a gdy te się otworzyły i dojrzałam w nich postać Louisa, bez zastanowienia pocałowałam go w usta.
- Hej kochanie- szepnął mi na ucho, gdy odkleiliśmy się od siebie.
- Stęskniłam się, a szczególnie za wspólnym łóżkiem- powiedziałam słodko się uśmiechając i cmokając go w policzek.
- To co, idziemy oglądać zdjęcia?- spytał, chwytając mnie za rękę.
- No pewnie- zeszliśmy do salonu w którym siedzieli pozostali chłopcy i Danielle.
- Hej- przywitałam się ze wszystkimi i zajęłam miejsce na kanapie, a dokładniej na kolanach Louisa, który na niej siedział.
- Masz zdjęcia?- spytał się, siedzący obok Liam.
- A no mam- wyciągnęłam z torebki pen-driva, którego podałam Zaynowi, a ten podłączył go do telewizora i puścił zdjęcia.
Z komentowaniem zdjęć z Louisem umówiliśmy się, że komentujemy na zmianę. Mi przypadło najśmieszniejsze zdjęcie, które zrobiłam gdy byliśmy ubrani w zielone, robocze kombinezony. Gdy nasze zdjęcia się skończyły, zaczęliśmy oglądać zdjęcia zrobione przez Liama i Danielle. Wieczorem chłopcy wyszli z propozycją zamówienia pizzy, którą po godzinie wszyscy się zajadali.
- Jutro ostatni dzień ferii. Mamy jakieś specjalne plany?- spytałam Louisa, gdy zostaliśmy sami w kuchni.
- Wiesz, zdeklarowałem mamie, że przywiozę cię jutro do Donecaster, bo wszyscy chcą cię poznać.
- Mówisz poważnie?
- Jak najbardziej.
- A co jeśli się nie spodobam twojej rodzinie?
- To trudno, najważniejsze, że mi się podobasz.
- No dobra. Rozumiem, że jedziemy tam na cały dzień?
- Tak, a wracając do dzisiejszego dnia, to może zostaniesz na noc?- spytał, robiąc przy tym maślane oczy.
- Zostanę- cmoknęłam kącik jego ust, po czym napisałam do mamy SMS-a, że nie wracam dzisiaj na noc do domu.
Obejrzałam z chłopakami jakiś film, po czym przebrałam się w luźną koszulkę Louisa i wgramoliła się do jego ciepłego łóżka, po chwili dołączył do mnie Lou, w którego tors mocno się wtuliłam i momentalnie zasnęłam.
Rano obudziły mnie piękne zapachy, dochodzące bodajże z kuchni, znajdującej się piętro niżej. Louisa nie było już w łóżku, więc i ja szybko z niego wyszłam, poprawiłam koszulkę i zeszłam na dół. Po kuchni krzątali się wszyscy chłopcy, bez wyjątków, co prawda każdy z nich był jeszcze w piżamie, co było dosyć urocze, a szczególnie jak się patrzyło na Niallerka w niebieskiej piżamce w samochodziki. Uśmiech sam cisnął się mi na twarz.
- Hej przystojniaki- przywitałam się, po czym cmoknęłam Lou, na przywitanie.
- Cześć, głodna?- spytał Li.
- A co dobrego pichcicie?- spojrzałam Paynowi przez ramię i dostrzegłam na patelni naleśnika.-Uuu naleśniczki- sama odpowiedziałam sobie na pytanie.
Śniadanie przygotowane przez chłopców, a raczej przez Liama, bo reszta tam tylko robiła sztuczny tłum, było pyszne.
Do domu wróciłam na piechotkę, dlatego że miałam ochotę przejść się na świeżym powietrzu, tym bardziej, że miałam dzisiaj spędzić trzy godziny w samochodzie do Donecaster i tyle samo później w drodze powrotnej do Londynu.
- Hej mamuś-przywitałam się, gdy tylko weszłam do własnego domu, w którym ostatnio zaczęłam spędzać coraz to mniej czasu.
- Wybierasz się gdzieś dzisiaj?- zatrzymała mnie słowami, gdy chciałam iść do swojego pokoju.
- Tak, jadę z Louisem do jego rodzinnego miasta- odpowiedziałam, a mina mamy, jakoś posmutniała.- A co?
- Nie, nic- odburknęła ponuro.
- No przecież widzę, że coś jest nie tak- podeszłam bliżej niej.
- Naprawdę nic.
- Mamo no mów.
- Smutno mi trochę, bo cały czas spędzasz tylko z Louisem i pozostałymi chłopcami, a dla swojej starej mamy nie masz już w ogóle czasu.
- Przepraszam- tylko to słowo przyszło mi na myśl.
- Dobra, nic się nie stało. W końcu muszę się pogodzić z tym, że moja mała córcia staje się już niezależną kobietką. A tak zmieniając temat, planujesz jakąś imprezę urodzinową?- No tak zupełnie zapomniałam, o zbliżających się dużymi krokami, osiemnastych urodzinach.
- Nie mam żadnych planów, nawet o nich nie miałam czasu myśleć, w ostatnim czasie. Dobra ja idę się przebrać- powiedziałam, po tym jak uzmysłowiłam sobie, która jest godzina.
Lou był po mnie piętnaście minut później, a i tak musiał jeszcze chwilę poczekać, aż zdążę się wybrać.
Dzień zaliczam jak najbardziej do udanych. Początkowo nieco bałam się spotkania z rodziną Louisa, a szczególnie tego, czy mnie zaakceptują. Całe to spotkanie było rewelacyjne, mama Lou okazała się bardzo przyjazną osobą, a jego siostry były strasznie urocze. Krótko mówiąc rodzina, jak każda inna.
__________________________________
Dodaję dzisiaj, bo mam chwilowy dostęp do laptopa. Dziękuję za ponad 8.2oo wejść i jednocześnie liczę na więcej. Komentujcie śmiało, bo kocham gdy to robicie. A tak zmieniając temat, co w całym opowiadaniu wam podobało się najbardziej? Pytam o to, bo jestem ciekawa jakie sytuacje są dla was najciekawsze :) Kolejny rozdział w niedzielę :)
poniedziałek, 10 września 2012
Tego jeszcze nie było !
Okładka zeszytu :)
Zawartość i jedyne zdjęcie w zeszycie. Muszę powiedzieć, że ta fotka DUŻO przeszła, ze strony moich znajomych. Np. Lou miał wąsy, kolczyki w uszach i błyskawicę niczym Harry Potter.
Tył zeszytu w gdzie jest wszystko :)
No to by było na tyle zdjęć, więcej mi się nie chce wgrywać.
Jeśli chodzi o kolejne rozdziały to zdradzę wam kilka sekretów, co będzie już niedługo.
- Paryż
- Fanki
- Rozstanie
- Przeprowadzka.
Tak to wygląda użyłam samych, rzeczowników, żeby za dużo nie zdradzić :)
sobota, 8 września 2012
Rozdział 24
Ostatni dzień nie był tak ciekawy jak pozostałe, ponieważ większość czasu poświęciliśmy na pakowanie. Natomiast po południu wybraliśmy się do centrum, po jakieś drobiazgi dla najbliższych. Jak się wszystkich nazbierało do kupy, to wyszło naprawdę sporo tych upominków.
Właśnie siedzę w samolocie, oparta głową o ramie Louisa i wspólnie oglądamy zrobione przez nas zdjęcia. Ciężko było się rozstać z tym cudownym, ciepłym klimatem, no ale co poradzić, trzeba wracać do zimnej Anglii.
Na lotnisku czekali na nas Liam, Zayn i Niall, a także moja mama, do której prędko podbiegłam i się mocno do niej przytuliłam. Natomiast Lou poszedł się przywitać z chłopakami.
- Ale się ładnie opaliłaś- odparła mama, gdy się od siebie oddaliłyśmy.
- Dzięki mamuś. Gdzie Harry?- spytałam spoglądając w stronę chłopaków.
- Pewnie nie uwierzycie, ale Harry ma randkę?- wyjawił Zayn.
- Co, z kim?
- Z jakąś, fanką, którą spotkał wczoraj w Nandos- odparł Niall, który przejął ode mnie moją walizkę.
- Z fanką powiadasz. Może jeszcze z młodszą od siebie- Lou, wywrócił oczami.
- A żebyś wiedział, chyba rok młodsza- odparł Zayn, po czym wszyscy zamyśleni ruszyliśmy w stronę parkingu.
Ja wróciłam do domu z mamą, a Lou pojechał do siebie wraz z chłopakami. W samochodzie cały czas opowiadałam mamie o pobycie na Majorce.
W domu wyciągnęłam wszystkie swoje ubrania, wprost do kosza na pranie i rozpakowałam resztę rzeczy. Zanim się obejrzałam dochodziła już północ, a ja zaczęłam odczuwać zmęczenie po podróży. Wzięłam sobie czystą piżamę i skierowałam się wprost do łazienki wziąć szybki prysznic.
- Hej kochanie, wstałaś już?- rano obudził mnie telefon od mojego Lou, za którym strasznie się już stęskniłam, w ogóle dziwnie mi się spało bez niego.
- Cześć, właściwie to mnie obudziłeś- wychrypiałam zaspanym głosem.
- Przepraszam, mam zadzwonić później?- powiedział słodko.
- Nie, nie i tak już nie zasnę- oznajmiłam, po czym wygramoliłam się z łóżka i z telefonem przy uchu zeszłam do kuchni.- Po co dzwonisz?- dodałam, nasypując sobie płatków kukurydzianych do miski.
- Wpadniesz do nas dzisiaj, ze zdjęciami, chłopaki chcą zobaczyć jak wygląda Majorka?
- O której?
- No nie wiem, jak dla mnie możesz nawet teraz.
- Dobra wpadnę, jakoś po czwartej- odpowiedziała.
- Czemu tak późno?
- Bo na dwunastą jestem umówiona i przychodzi do mnie Julia- wytłumaczyłam.
- Aha, okay. Mam po ciebie przyjechać przed czwartą?- spytał.
- Nie musisz, dojadę do was autobusem- powiedziałam, wstawiając płatki z mlekiem do mikrofalówki.
- Na pewno?
- Tak misiek. To do zobaczenia- pożegnałam się i rozłączyłam.
Równo o dwunastej przyszła Julia, z którą nie widziałam się od początku ferii zimowych. Przytuliłyśmy się na powitanie i zabrałam Julię do salonu, ponieważ w swoim pokoju miałam straszny bałagan, do którego wolałam się nie przyznawać.
- To opowiadaj, co tam u ciebie- zaczęłam, gdy obie siedziałyśmy na kanapie z kubkiem gorącej kawy.
- A nic ciekawego, moje życie nie jest tak ciekawe jak twoje- do swojej wypowiedzi dołożyła delikatny uśmiech.
- Aj, skąd wiesz?
- Zgaduję. Hmm, całe ferie spędziłam w domu z rodziną, kilka razy spotkałam się z Megan, mam chłopaka, a tak to się nudziłam- zaczęła wymieniać.
- Opowiadaj kto to, jak się poznaliście?
- Ma na imię Johny, jest starszy o rok, poznałam go w kinie, jak rozlał na mnie swoją colę.
- To szczęścia wam życzę- uśmiechnęłam się szeroko.
- Dzięki, teraz ty opowiadaj co ciekawego zdarzyło się u ciebie.
- Trochę to potrwa- ostrzegłam.
- Mamy czas.
- A więc, miałam jechać z Lou na Majorkę, ale dzień przed wylotem byłam w domu u chłopaków i Lou dostał telefon ze szpitala, że leży tam jego mama w ciężkim stanie, chciałam z nim jechać, ale on mnie olał. Upiłam się, potem zaczęłam się miziać z Harry, zaczęliśmy się całować, nakrył nas Malik- nabrałam powietrza w płuca i kontynuowałam.- Na drugi dzień powiedziałam Louisowi, że go zdradziłam, on ze mną zerwał. Przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju, wtedy Niall znalazł pomysł jak nas znowu połączyć. Mianowicie miałam zapozorować, że chcę popełnić samobójstwo, nawet chciałam to zrobić na poważnie. W sumie otarłam się o śmierć, jak poślizgnęłam się na moście. Pogodziliśmy się z Louisem i wróciliśmy do siebie, no a kilka dni później wylądowaliśmy razem na Majorce- skończyłam mówić i wzięłam duży łyk kawy, bo od tego tłumaczenia zaschło mi w gardle.
- No mówiłam, że twoje życie jest ciekawsze- oznajmiła Julka, sięgając po znajdujące się na stole ciastka.
- Ciekawe może i jest, ale daleko mu do idealnego- odparłam.
Julia wyszła ode mnie po trzeciej, a ja w tym czasie odgrzałam sobie zupę pomidorową, którą zostawiła dla mnie mama. Następnie przebrałam się i zgrałam wszystkie zdjęcia na pen-driva. Przed czwartą wyszłam z domu i skierowałam się wprost na najbliższy przystanek autobusowy. Kilka minut później skręcałam już na posesję domu chłopaków.
____________________________________________
Chyba skończę pisać to opowiadanie, bo nie ma to jak najmniejszego sensu, skoro czytają je może 3 osoby. Więc możliwe, że za tydzień dodam ostatni rozdział i zwieszę tego bloga, na jakiś czas, a może nawet na zawsze :(
wtorek, 4 września 2012
Rozdział 23
Droga powrotna, jak to zazwyczaj bywa minęła nam znacznie
szybciej. Kiedy byliśmy już w hotelu, a dokładniej w naszym pokoju do Louisa
zadzwonił Hazza.
- Coś się stało?- spytałam, gdy Lou odłożył swój telefon, a na jego twarzy malował się smutek.
- Niall chce odejść z zespołu- odparł, nabrawszy wcześniej powietrza w płuca.
- Jak to? Dlaczego?- masa pytań cisnęła mi się na język.
- To przez hejterów, krytykują go za jego wygląd, śpiew, za akcent i w ogóle, a Niall ma strasznie słabą psychikę. Już kilka razy rozmyślał nad opuszczeniem zespołu, ale tym razem podobno na poważnie chce to zrobić.
- Oszalał- tylko to zdołałam z siebie wydusić.
- Trzeba mu ten plan wybić jak najszybciej z głowy. Masz jakiś pomysł?
- Chyba coś mam- w mojej głowie coś zaskoczyło.- Skieruj się z tym do fanów, na przykład przez twittera, powiedz, że trzeba jakoś podbudować Niallerka, niech zrobią jakąś akcję, albo filmik, no nie wiem, coś w tym stylu- przedstawiłam mu swój pomysł, który chwilę temu przyszedł mi do głowy.
- Można spróbować- Lou sięgnął po swój telefon i zaczął coś na nim pisać.- Już- odparł, kilkanaście sekund później, po czym podał mi swoją komórkę.
Szybko przeczytałam post Louisa. Po krótkiej chwili, w trendach były już trzy hasła: „We Love You Niall”, „ Niall Horan” i „ Stay Strong Niall”. Byłam pod wrażeniem ile te wszystkie dziewczyny są w stanie zrobić w ciągu kilku sekund. Louis wysłał jeszcze Niallowi SMS-a, żeby w tym momencie wszedł na swojego twittera. Chwilę później do Louisa zadzwonił Niall.
- Hej-
Lou, wziął na głośno mówiący.- Coś się stało?- spytałam, gdy Lou odłożył swój telefon, a na jego twarzy malował się smutek.
- Niall chce odejść z zespołu- odparł, nabrawszy wcześniej powietrza w płuca.
- Jak to? Dlaczego?- masa pytań cisnęła mi się na język.
- To przez hejterów, krytykują go za jego wygląd, śpiew, za akcent i w ogóle, a Niall ma strasznie słabą psychikę. Już kilka razy rozmyślał nad opuszczeniem zespołu, ale tym razem podobno na poważnie chce to zrobić.
- Oszalał- tylko to zdołałam z siebie wydusić.
- Trzeba mu ten plan wybić jak najszybciej z głowy. Masz jakiś pomysł?
- Chyba coś mam- w mojej głowie coś zaskoczyło.- Skieruj się z tym do fanów, na przykład przez twittera, powiedz, że trzeba jakoś podbudować Niallerka, niech zrobią jakąś akcję, albo filmik, no nie wiem, coś w tym stylu- przedstawiłam mu swój pomysł, który chwilę temu przyszedł mi do głowy.
- Można spróbować- Lou sięgnął po swój telefon i zaczął coś na nim pisać.- Już- odparł, kilkanaście sekund później, po czym podał mi swoją komórkę.
Szybko przeczytałam post Louisa. Po krótkiej chwili, w trendach były już trzy hasła: „We Love You Niall”, „ Niall Horan” i „ Stay Strong Niall”. Byłam pod wrażeniem ile te wszystkie dziewczyny są w stanie zrobić w ciągu kilku sekund. Louis wysłał jeszcze Niallowi SMS-a, żeby w tym momencie wszedł na swojego twittera. Chwilę później do Louisa zadzwonił Niall.
- No hej blondasku- powitał, go Lou.
- Widziałeś to, one mnie kochają i piszą takie miłe rzeczy, dostałem kilka linków do niesamowitych filmików specjalnie dla mnie- niemalże wypiszczał to do telefonu, niczym mała dziewczynka.
- No widzisz. Stary ty to masz szczęście- odparł Louis, puszczając do mnie oczko.
- No wiem, tylko jedno mnie zastanawia.
- Tak, niby co?
- Skąd one się dowiedziały o tym, że chcę odejść z zespołu- powiedział to już normalnym, zamyślonym głosem.
- Co mówiłeś, chyba tracę zasięg, halo. Tszz Niall jesteś tam? tszz- Lou wywinął się od odpowiedzi, po czym się rozłączył.
- Ale jesteś bezczelny- skomentowałam.
- Wcale nie, niech się chłopak cieszy i nie odchodzi z 1D.
- Okay niech ci będzie. Co robimy?- spytałam, wtulając się w tors Louisa.
- Idziemy na obiad- odpowiedział, spoglądając na zegarek.
Dzień minął nam dosyć nudno, bo po obiedzie nie robiliśmy praktycznie nic, poza wylegiwaniem się na łóżku. Ja czytałam książkę, a Lou cały czas mi przeszkadzał. To mnie łaskotał, to znowuż całował. Gdy słońce zaszło, a ludzie siedzieli, albo w swoich pokojach, albo w barach, my z Louisem, założyliśmy stroje kąpielowe i potajemnie zeszliśmy na basen, w którym o tej godzinie nikogo nie było. Woda była świetna. Taka cieplusia, że aż miło się w niej moczyło.
- Całowałaś się kiedyś pod wodą?- spytał Louis w pewnym momencie.
- Nie, a ty?
- Jeszcze nie- uśmiechnął się cwaniacko i zanurzył się pod taflą wody. Nie czekałam długo i zrobiłam to samo.
Delikatnie ujęłam go za szyję i przysunęłam twarz bliżej jego. To było śmieszne doświadczenie. Wszystko było by pięknie gdyby nie woda, która dostała się do moich ust i się zachłysnęłam. Wynurzyłam się momentalnie i zaczęłam kasłać.
- Nic ci nie jest?- spytał Lou, który poklepywał moje plecy.
- Jest okay. Na filmach to wygląda lepiej- stwierdziłam, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Halo, kto tu jest!- Z oddali doszedł nas surowy głos jakiegoś mężczyzny.
- Oho, teraz nam się dostanie- szepnęłam do Lou, z przerażeniem w głosie.
- Mam pewien pomysł- odparł Lou, zwinnie wychodząc z basenu, a następnie pomógł mi wyjść z wody.
- Ej wy, stójcie!- poczułam na twarzy ostre światło latarki.
- No i jak tam pomysł?- szepnęłam do Louisa, który lekko się uśmiechnął.
- Zmiana planów, nie ma pomysłu. Wiej!- krzyknął i mocno pociągnął mnie za sobą. Czułam się jak jakiś złoczyńca, ale z jakiegoś powodu podobało mi się to. Biegliśmy ile sił w nogach wprost do jakiejś budki, chyba ze sprzętem do czyszczenia basenu.
- Wskakuj- odparł Lou, otwierając przede mną drzwiczki.
W środku było ciasno i zupełnie ciemno. Gdy się cofałam natknęłam się na coś miękkiego, jakby jakieś ubranie. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności i zaczęłam coś widzieć, okazało się, że tym czymś miękkim, okazały się kombinezony, takie jakie przeważnie używają robotnicy. Podałam jeden Louisowi, po czym sięgnęłam po jeszcze jeden dla siebie.
- Co to?- spytał Lou ze zdziwieniem w głosie.
- Plan B. Zakładaj- poradziłam i sama wcisnęłam się w kombinezon. Rozejrzałam się jeszcze po pomieszczeniu i dostrzegłam pasujące do stroju czapki, po które także wyciągnęłam dłoń.
- Śmieszne to- skomentował Lou, gdy był już ubrany, a ja wsunęłam mu na głowę czapkę, a następnie wyszliśmy z budki. Wychodząc zdążyłam jeszcze złapać dwie miotły i zamknęłam za sobą drewniane drzwiczki. W blasku księżyca i lamp dostrzegła, że naprawdę wyglądamy śmiesznie.
- Ej wy!- znowu ten facet, który nas gonił.
- Tak proszę pana?- spytał Lou, niższym głosem.
- Widzieliście dwójkę dzieciaków w samych strojach kąpielowych?- spytał, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie, ciesząc się, że mój plan się powiódł.
- Tam pobiegli- odparłam, grubym głosem, wskazując przeciwną drogę do tej prowadzącej do hotelu.
- Dzięki, miłej pracy- odparł i odszedł w kierunku, który mu wskazałam.- Głupie, rozwydrzone bachory- było słychać jak burczy sam do siebie.
- To było dobre- przybiłam piątkę z Lou i gdy tylko mężczyzna zniknął z naszego pola widzenia, popędziliśmy w stronę hotelu.
W drodze do pokoju wszyscy napotkani goście dziwnie się na nas patrzyli, a my jakby nigdy nic, roześmiani weszliśmy do pustej, już naprawionej windy. Kiedy tylko weszliśmy do pokoju, sięgnęłam po leżący na stoliku aparat i zrobiłam nam pamiątkowe zdjęcie.
- Co zrobimy z tymi kombinezonami?- spytał Lou, ściągając go z siebie.
- Ups, o tym nie pomyślałam.
- Hmm. Mam pewien pomysł. Podaj mi swój strój.
Louis otworzył szeroko okno i po chwili wyrzucił przez nie dwa kombinezony, a zaraz po nich czapki. Przebraliśmy się, po czym jak razem ustaliliśmy zeszliśmy do klubu trochę się zabawić.
Bawiliśmy się prawie, że do samego rana. Niemalże cały czas wywijając na parkiecie.
__________________________________________
Hej hej, no pierwszy dzień za mną w nowej szkole (1 liceum) Nie jest źle 3 przystojniaków i dwie kosy z Wosu i chemii. Nie jest źle. Jakoś udało mi się wślizgnąć na laptopka i dodać rozdział, liczę na DUŻO komentarzy z waszej strony :) Buziaczki i powodzenia w szkole.
Ps. Jak w poniedziałek czytałam wszystkie komentarze do moich postów, to się popłakałam :p Kocham was za to, że tu wchodzicie i zostawiacie piękne komentarze <3. :) xxx
Subskrybuj:
Posty (Atom)