wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 20


   Lot udał nam się bardzo dobrze. Nigdzie nie natrafiliśmy na turbulencje. Jedynie gdy przelatywaliśmy nad Polską, towarzyszyły nam deszczowe chmury.
   W ciągu trzech godzin zdążyłam przeprosić Louisa z kilkanaście razy, a on za każdym razem uśmiechał się do mnie i składał na moich ustach słodki pocałunek.
   - Jak tu pięknie- skomentowałam niesamowity zachód słońca, gdy tylko dotarliśmy pod hotel.
   - Bywało się w ładniejszych miejscach- powiedział Lou, po czym ruszyliśmy w stronę wejścia do budynku, ciągnąc za sobą nasze walizki.
   Kiedy byliśmy już w holu, ja poszłam skorzystać z łazienki, natomiast Louis skierował się wprost do recepcji po klucze do naszego pokoju.
   - O, hej! A co ty tu robisz?- spytała Danielle, na którą natknęłam się, wychodząc z łazienki.
   - Cześć Danielle. Przyjechaliśmy z Lou na wakacje. Pogadamy później, ok?- odparłam, a następnie wyminęłam brunetkę i wróciłam do stojącego przy ladzie Louisa.
   - Mamy pokój na trzecim piętrze, a winda nie działa od kilku minut, więc co robimy?- spytał, wymachując mi przed oczami kartą, otwierającą drzwi hotelowe.
   - No jak co? Wnosimy.
   - Nie pozwolę ci tego dźwigać!
   - Przestań, przecież dam sobie radę- powiedziałam, po czym złapałam uchwyt walizki, uniosłam ją i przeszłam kilka schodków.
   - Dobra, zaczekaj tu na mnie, zaraz wracam- chłopak z łatwością podniósł swoją torbę i wyrwał z nią do góry.
   Udało mi się wnieść swój bagaż na pierwsze piętro, gdy w pewnym momencie podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn.
   - Hej jestem Josh, pomóc ci z tą walizką?- spytał, jednocześnie odsłaniając białe zęby.
   - Ja się tym zajmę- wtrącił Louis, który właśnie pojawił się koło nas.
   - To twój chłopak?- zapytał Josh, unosząc brew.
   - Tak- odpowiedziałam i cmoknęłam Lou w policzek, a blondyn bez słowa odszedł w stronę baru.
   - Oj nie ładnie, ja cię zostawiam na minutkę, a wokół ciebie już kręcą się jacyś kolesie- powiedział poważnym głosem, po czym chwycił za moją torbę i razem wgramoliliśmy się na trzecie piętro.
   Na korytarzu mieściło się z kilkanaście pokoi, z czego nasz znajdował się na samym końcu. W środku było przyzwoicie. Mały salonik z kanapą i telewizorem, połączony był z aneksem kuchennym. W pomieszczeniu było dwoje drzwi, jedne prowadziły do przytulnej sypialni z dwuosobowym łóżkiem, a drugie do łazienki.
   - Jakie plany na dzisiejszy wieczór i noc?- spytał Lou, który właśnie wniósł do pokoju nasze walizki.
   - Myju, piżamka i ciepłe łóżeczko- powiedziałam ziewając.
  - Chyba sobie żartujesz? Jesteśmy na wakacjach, trzeba korzystać- stwierdził Louis.- Na dobry początek umówiłem się z Liamem i Danielle, którzy zdeklarowali się, że mogą nas oprowadzić po hotelu i okolicy. Więc przebieramy się i za pół godziny wychodzimy- postanowił, a ja posłusznie wyjęłam z walizki miętowo-białą sukienkę, w którą poszłam się przebrać.
   - To twoje?- spytał Louis wymachując przede mną siateczką od mamy, gdy wyszłam z łazienki.
   - Ładnie to tak szperać komuś w walizce?- spytałam lekko, oburzonym głosem.
   - Szukałem ładowarki, bo swojej nie wziąłem. To może jednak zostaniemy w pokoju?-uśmiechnął się chytrze.
   - Nie kombinuj tylko chodź- cmoknęłam jego usta, po czym złapałam jego dłoń i pociągnęłam w stronę drzwi od pokoju.
   Gdy spotkaliśmy się z Liamem i Danielle, nie obeszło się bez pytania, co się stało, że znów jesteśmy razem. Zdążyłam uwinąć się z całą opowieścią zanim doszliśmy do plaży. Po zwiedzeniu najbliższej okolicy, wylądowaliśmy w hotelowym klubie, na jakiejś imprezie.
   Tańczyliśmy prawie do pierwszej w nocy, a kiedy tylko wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku, momentalnie zasnęłam w ubraniu.
   Następnego dnia Louis obudził mnie czułym całusem w czoło.
   - Czas wstawać kochanie, mamy śniadanie za dziesięć minut- powitał mnie tymi słowami, gdy otworzyłam zaspane oczy.
   Przeciągnęłam się, cmoknęłam Louisowe usta, po czym chwyciłam czyste ubrania i poszłam do łazienki. Pierwsze co zrobiłam, to zerknęłam w lustro. Wyglądałam wprost tragicznie: wory pod oczami, rozmazany tusz, a o włosach wolę nie wspominać. Szybko się odświeżyłam i przebrałam. Kilka minut później siedzieliśmy z Lou w restauracji i zajadaliśmy się świeżymi bułeczkami z serkiem, a do tego biała kawa.
   - Jakie plany na dzisiaj? Plaża?- spytałam, przegryzając kawałek kanapki.
   - A może powylegujemy się trochę nad basenem, na leżaczkach, a nie na ziemi?- przedstawił swoją propozycję, na dzisiejszą część dnia.
   - Ja wolę plażę niż, niewygodne plastikowe leżaczki i chlorowaną wodę.
   - A ja wolę plastikowe leżaczki i chlorowaną wodę, od brudnego piasku i wody, w której nie wiadomo co pływa- wtrącił Lou.
   - Hej, przepraszam. Jestem fanką One Direction, mogę prosić o zdjęcie- w pewnym momencie, ni stąd ni zowąd podeszła do nas jakaś blondynka, lekko zarumieniona i z aparatem w dłoni.
   - Jasne- odparł Lou po czym wstał z krzesła i objął dziewczynę, po czym ja zrobiłam im zdjęcie.- Dziękuję- odparła, gdy oddałam jej aparat.
   - Hej poczekaj- zawołałam za nią, gdy ta chciała odejść od naszego stolika.
   - Tak?- spytała nieśmiałym, melodyjnym głosikiem.
   - Mogę ci zadać pytanie, takie jedno?- spojrzałam na nią z uśmiechem na twarzy.
   - Yhm.
   - Co byś wybrała plażę, czy leżak nad basenem- Lou spojrzał na mnie pytająco, jednocześnie unosząc jedną brew w śmieszny sposób.
   - Ja osobiście wolę plażę, bo nad basenem zawsze jest mnóstwo ludzi- odparła cicho, a następnie wolnym krokiem odeszła w stronę wyjścia z restauracji.
   - A nie mówiłam, że plaża lepsza.
   - Aj tam, będziemy się słuchać małej dziewczynki- powiedział Lou.
   - Powinieneś uszanować słowa swoich fanów kotku.
   - Dobra idziemy na plażę- w końcu uległ.
   Reszta dnia minęła szybko i naprawdę przyjemnie. Na plaży spędziliśmy bite cztery godziny, podczas których: opalaliśmy się, kąpaliśmy w morzu, robiliśmy sobie śmieszne zdjęcia moim aparatem i nawet udało nam się zmajstrować mini zamek z piasku. Na obiad poszliśmy do miasta, gdzie ja skosztowałam owoców morza, a Lou zamówił sobie kurczaka z grilla z czymś tam. Natomiast z tego co się dowiedziałam, Li i Dan calutki dzień spędzili w pobliskim ogrodzie botanicznym, z którego pokazali nam przecudne zdjęcia.
   - Może skoczymy jutro do tego ogrodu?- podsunęłam propozycję Louisowi, gdy wieczorem byliśmy już w swoim pokoju.
   - Nie mam nic przeciwko. Też sobie zrobimy taką sweet sesję zdjęciową, przy każdym krzaczku?- skomentował, a uśmiech z jego twarzy nie zszedł nawet na moment.
   - No pewnie- przysunęłam się w jego stronę i pocałowałam.
   Louis odwzajemnił pocałunek, który po chwili przerodził się w coś nieco namiętniejszego. Moje dłonie zaczęły błądzić w czuprynie Louisa, a my nadal nie przestawaliśmy się całować. Powoli zdjęłam Louisowi koszulkę, a on zabrał się za moją.
   - Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?- zatrzymał się w połowie z podwijaniem mojej białej koszulki.

   W odpowiedzi tylko pocałowałam go czule. Kilka minut później leżeliśmy na łóżku już zupełnie pozbawieni ubrań. W silnych objęciach Louisa czułam się cudownie. Krótko mówiąc prezerwatywy się przydały.   
_______________________________________________
Dobra jest kolejny rozdział.
Nie wiem jak to będzie później, bo jak się zacznie szkoła, skonczy mi się czas na pisanie.
Jakby co bez zmian, nie dodam rozdziału szybciej niż będzie 5 komentarzy.
Co do sceny +18 to wiem, że mi nie wyszła, ale pierwszy raz pisałam coś w ten deseń ;p
Udanego ostatniego tygodnia wakacji :)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Kilka pytań i informacji :)

Hej kochani, dziękuję bardzo, że czytacie moje wypociny :)
Mam dla was kilka informacji i pytań ;p Pewnie nie wszystkie ciekawe ;p No, ale trzeba czasem was zanudzić w wakacje :)
1. Od dzisiaj nowe rozdziały będę dodawać dopiero, jak poprzedni będzie miał 5 komentarzy, bo chcę widzieć, że jeszcze ktoś to czyta ;p
2. Chcecie taką jakby scenkę między Lou i Merry +18 ?
3. Pewnie, wiecie, że to opowiadanie kiedyś się skończy :( Ale nie martwcie się, mam dla was jeszcze dwa inne, tylko pytanie, czy późnej dodawać kolejne opowiadania na tym samym blogu, czy zrobić nowy??
4. Zrezygnowałam z dodawania imaginów na tej stronie :(
5. Macie do mnie jakieś pytania, jeśli tak to pytajcie się w komentarzach, albo na asku http://ask.fm/GobyPlane
No to na tyle, w sumie nic ciekawego :)

sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 19


- Merry, ktoś ciebie- krzyknęła mama z dołu. W głębi duszy marzyłam o tym, żeby osobą, która postanowiła mnie odwiedzić był Louis. Tak bardzo chciałam, aby mi wybaczył to głupstwo, które było skutkiem alkoholu. Zbiegłam szybko na parter, gdzie ujrzałam Nialla.
   - Merry, jak ty wyglądasz- skomentował chłopak dokładnie się we mnie wpatrując tym swoimi błękitnymi oczami.
   - Czego chcesz?!- spytałam, a mama stojąca obok chłopaka, spiorunowała mnie wzrokiem.
   - Możemy porozmawiać?- dał mi znak, że ta rozmowa, lepiej żeby odbył się bez obecności mojej mamy. Zaprosiłam go do mojego pokoju, w którym panował nieprzyjemny zaduch.
   - Słucham.
   - Po twoim zerwaniu z Lou, wszystko się posypało. Harry się wyprowadził, Liam cały czas na wakacjach, Louis całymi dniami siedzi w swoim pokoju i pije, z pokoju wychodzi tylko do toalety, albo po nową butelkę whisky, Zayn tylko wszystkich wkurza swoimi głupimi, dziecinnymi gadkami, a ja nie wiem co mam robić. Krótko mówiąc One Direction się rozpada.
   - A jak ja mam ci pomóc?- spojrzałam na jego zamyśloną twarz.
   - Mam pewien plan, ale musisz zrobić wszystko dokładnie tak jak ci powiem- wyjawił mi wszystko, chwilę później, a cała akacja, wymyślona przez Nialla, miała zacząć się z samego rana.       
   Po godzinie ustaleń, Niall wrócił do domu, a ja poszłam spać, mimo że była dopiero dwudziesta pierwsza z kawałkiem, ale ja czułam się na zmęczoną.
   Budzik zadzwonił wczesnym rankiem, a ja na dźwięk piosenki, która co ranka budziła mnie ze snu, zerwałam się jakby mnie piorun walnął. Odłączyłam telefon od ładowarki, po czym zaczęłam układać w myślach słowa w treść SMS-a, którego miałam wysłać do Louisa za kilkanaście minut. Ostatecznie SMS ten brzmiał następująco: „ Dziękuję za te wspaniałe pół roku, mam nadzieję, że mi wybaczysz tą głupotę. A tak poza tym myślisz, że woda w rzece jest bardzo zimna? Chociaż w sumie to nie ma znaczenia. Przekaż mojej mamie, że ją kochałam. Żegnaj Lou, żegnaj na zawsze”. Nacisnęłam wyślij, gdy dochodziłam już do pobliskiego mostu.
   Postanowiłam, że nawet jeśli Louis nie przyjdzie, to skoczę. Nie chcę już tak żyć. Usiadłam na barierce, spojrzałam na szumiącą pod spodem wodę i zaczęłam wspominać.
   - Nie rób tego!-usłyszałam zza siebie krzyk Louisa.
   - Jak mnie tu znalazłeś?
   - Zjeździłem wszystkie mosty w Londynie, aż w końcu cię tu znalazłem- zaczął się do mnie zbliżać.
   - Nie podchodź, bo skoczę!- zatrzymałam go słowami.
   - Nie wygłupiaj się. Pamiętasz jak ci mówiłem o tej dziewczynie, którą znienawidziłem po tym jak mnie zdradziła?
   - Yhm.
   - Wiem, że byłaś pijana, zresztą Harry też, wiem, że źle cię potraktowałem, byłem dla ciebie nie miły. Zresztą, gdy człowiek jest wstawiony, nie potrafi się kontrolować, tak jakby chciał. Proszę zejdź  stamtąd, wszystko sobie wyjaśnimy i będzie okay- mówił powoli, przysuwając się w moim kierunku.
   - Mówisz tak tylko po to, abyś nie miał mnie na sumieniu.
   - Wcale nie, proszę zaufaj mi i podaj mi rękę, wszystko może być tak jak dawniej- wyciągnął do mnie swoją rękę.
   Chwyciłam ostrożnie jego lodowatą rękę, a kiedy wstałam, na moje nieszczęście poślizgnęłam się. Po chwili zwisałam już trzymając się jedną ręką, dłoni Louisa. Byłam zupełnie bezradna, nie miałam nawet siły się podciągnąć.
   - Kocham Cię, pamiętaj- powiedziałam, lekko się uśmiechając. Byłam świadoma tego, że zaraz zginę, ale za to ostatnie chwile mogłam spędzić z ukochaną osobą.
   - Przestań! Zaraz cię wyciągnę- chłopak usiłował mnie wciągnąć, ale na marne, a moja ręka coraz bardziej wyślizgiwała się z uścisku.
   - Lou to koniec, musimy się z tym pogodzić- w tym momencie, po jego policzku popłynęła samotna łza.
   - Nie zostawiaj mnie proszę, poddaj mi drugą rękę- usiłował chwycić moją drugą dłoń. Wtem ktoś inny złapał za nią.
   - Harry co ty tu robisz?- krzyknął Louis.
   - To nie czas na pogawędkę, musimy ją wyciągnąć- odrzekł Hazza i złapał mnie mocnieji wspólnymi siłami wraz z Lou wciągnęli mnie na most.
   Z oczu każdego z nas popłynęły łzy. Przytuliłam się mocno do Louisa i w takiej pozycji staliśmy na moście z kilka minut.
   - Louis, ja nie chciałam, to wina procentów. Ja cię kocham, tylko ciebie- zaczęłam mówić mu na ucho.
   - Wiem wybaczam wam. Nie wyobrażam sobie bez was życia- Harry całej tej sytuacji przyglądał się z oddali, w ogóle się nie odzywając.- Merry, mogę cię o coś prosić?- spojrzał na mnie, a ja tylko skinęłam głową.- Zamknij oczy- powiedział cicho, a ja to zrobiłam.
   Najpierw poczułam jego przyśpieszony oddech na mojej twarzy, a później nasze usta się spotkały i połączyły w całość. Cudownie było znów poczuć motylki w brzuchu i intensywny zapach jego perfum.
   - Dziękuję- odparł.
   - Tego brakowało mi najbardziej, twojego ciepła- powiedziałam, uśmiechając się promiennie.
   - Wiesz co? Mamy jeszcze tydzień ferii i dwa bilety na Majorkę- przypomniał.- Myślę, że to idealny czas na naprawienie wszystkiego.
   - Harry, poczekaj!- krzyknęłam za oddalającym się loczkiem.- Dzięki, że mnie uratowałeś- odparłam, gdy chłopak się odwrócił.
   - Spoko- odburknął.
   - Dasz mi minutkę?- spytał Lou.
   - Pewnie, biegnij do niego- powiedziałam, a chłopak ruszył w stronę Hazzy.
   Chłopcy rozmawiali przez kilka dobrych minut, a na końcu się przytulili. Następnie Harry poszedł w swoją stronę, a Louis wrócił do mnie.
   - Powiedział, że wróci do naszego domu- odparł Lou, uradowanym głosem.
   - To dobrze, czyli One Direction się nie rozpada?
   - Na szczęście już nie. To co z tą Majorką?- spojrzał na mnie pytająco.
   - Odwiózłbyś mnie do domu?
   - Już? Dopiero co się znowu zeszliśmy, a ty już chcesz wracać do domu- zatrzymał się przede mną.
   - Tak, bo muszę się spakować, jutro wylatuję na wakacje z chłopakiem mojego życia- cmoknęłam jego policzek, a Louis słodko się uśmiechnął.
   Lou odwiózł mnie do domu, gdzie od razu pobiegłam do swojego pokoju, wyciągnęłam z szafy walizkę i zaczęłam wrzucać do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Czekała mnie jeszcze rozmowa z mamą , której obawiałam się najbardziej.
   Kiedy moja mama wróciła z pracy, zacisnęłam pięści, po czym zeszłam do niej do salonu, w którym akurat przesiadywała.
   - Mamo, chciałabym z tobą porozmawiać- zaczęłam, zajmując miejsce na kanapie obok niej. Później opowiedziałam jej cały dzisiejszy dzień. Oczywiście omijając kilka szczegółów, takich jak np. ten, że naprawdę byłam zdolna popełnić samobójstwo.
   - Wtedy się zgodziłam, więc, tym razem też się zgadzam, ale weź to- wyjęła ze swojej torebki małą paczuszkę, którą mi podała.  W siatce było nic innego, jak prezerwatywy.
   - Serio mamo?- zerknęłam na nią pytającym wzrokiem.
   - No co. Nie chcę jeszcze być babcią- odpowiedziała poważnym głosem.
   - O to nie musisz się martwić- odparłam, a następnie wróciłam do swojego pokoju, aby kontynuować pakowanie, które przerwał mi mój telefon, a dokładniej Louis.
   - Wystąpiły pewne komplikacje- zaczął, gdy tylko nadusiłam zieloną słuchawkę.
   - Nie lecimy na Majorkę?- spytałam.  
   - Lecimy, lecimy, tylko że o osiemnastej.
   - Ok, rozumie jutro wylot o osiemnastej, czyli dwie godziny szybciej, niż miał być.
   - No właśnie niezupełnie- zaczął Lou.- Dzisiaj o osiemnastej- dokończył.
   - Oszalałeś?! Przecież to za cztery godziny- zaczęłam panikować i równo z rozmową, pakowałam kolejne rzeczy do torby.- Czyli, o której będziesz?- zapytałam nerwowo.
   - Za jakieś dwie i pół godziny.
   - Co? ja dopiero wstawiłam pranie, przecież to mi nie wyschnie- miałam jeszcze tyle do zrobienia, a tak mało czasu, więc się rozłączyłam i pobiegłam do domowej pralni.
   Całe szczęście moja pralka miała wmontowaną suszarkę, którą bez zastanowienia włączyłam. Później poszłam do łazienki, gdzie spakowałam wszystkie niezbędne kosmetyki. Kiedy pranie było już czyste i suche wzięłam się za prasowanie. Na końcu poinformowałam moją mamę, że wyjazd się przełożył na dzisiaj, co jej się średnio spodobało.
   Louis był u mnie pół godziny szybciej niż powinien. Chłopak był już spakowany i zadowolony, a ja cały czas jeszcze nerwowo biegałam po domu w poszukiwaniu fantów.
   - Gotowa już?- spytał, gdy zapinałam torebkę z bagażem podręcznym.
   - Nie, jeszcze nie.
   - A buziaka dostanę?
   - Louis nie ma czasu.
   - Ale ja tak bardzo się stęskniłem za twoimi ustami- przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował.
   - Dobra, gotowa- powiedziałam, zapinając walizkę.
   Wrzuciłam torby do bagażnika samochodu Louisa, po czym zajęłam miejsce pasażera, a Louis przekręcił kluczyki w stacyjce i ostrożnie ruszył spod domu.
   Gdy byliśmy już pod lotniskiem, czekali tam na nas Zayn i Harry. Nie miałam zielonego pojęcia dlaczego tam przyjechali. Chłopcy wyjęli nasze torby, a Lou podał Zaynowi kluczyki od swojego autka.
   - Dbaj o moje cudeńko- powiedział, gdy Zay zabrał od niego klucze.
   - Spoko stary. Udanych wakacji i pamiętajcie o zabezpieczeniach, bo Merry jest za młoda na dzieci, tym bardziej dzieci z takiego ojca- powiedział mulat, puszczając do mnie oczko.
   Pożegnaliśmy się z chłopakami, po czym powędrowaliśmy wprost na odprawę. Do odlotu samolotu mieliśmy jeszcze trochę czasu, który Louis wykorzystał na rozdaniu kilku autografów i zrobieniu sobie zdjęć z fankami, natomiast ja kupiłam sobie kawę, którą powoli sączyłam.
   - Hej. Mogę zdjęcie?- podeszła do mnie jakaś dziewczyna, nie wiele młodsza ode mnie.
   - Jasne, podejdź do niego, na pewno się zgodzi- odparłam, wskazując na spoglądającego się w moją stronę, Louisa.
   - Już mam z nim zdjęcie, teraz chciałabym z tobą- wytłumaczyła, a ja tylko się uśmiechnęłam.
   - Ale ja nie jestem sławna, jestem zwykłą dziewczyną taką jak ty- blondynka rzuciła krótki okay i odeszła.
   - Twoja przyjaciółka?- spytał Louis, łapiąc mnie w talii.
   - Nie raczej fanka, chciała sobie zrobić ze mną zdjęcie. To chyba trochę dziwne prawda?
   - Musisz się przyzwyczajać do tego rodzaju sytuacji- Lou chwycił mnie za rękę, po czym powędrowaliśmy w stronę samolotu.
_____________________________________________
No i  jak wam się podoba rozdział 19? Według mnie taki trochę naciągany, no ale trudno. Ogólnie chciałam podziękować za 10 komentarzy i za razem zachęcić do dalszego komentowania :) A i mam dla was pytanie, bo się zastanawiam, czy nie zrobić w kolejnym rozdziale pikantniejszej scenki Lou i Merry, jak będą na Majorce, co wy na to? ( W nawiasie powiem, że strasznie się jaram długimi komentarzami, ale to taka tylko ciekawostka :) ...

wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział 18

- Muszę jechać do Doncaster- wreszcie wydusił z siebie kilka słów.
- Po co?- spojrzałam ponownie w jego zaszklone oczy.
- Dzwonili ze szpitala, moja mama- przerwał na chwilę.- Ona jest w krytycznym stanie- w tym momencie po jego policzku spłynęła samotna łza, po czym chłopak podniósł się z krzesła i nie zwracając najmniejszej uwagi na nas, wyszedł z domu. Chwyciłam swoją torebkę i wybiegłam za nim.
- Jadę z tobą!- krzyknęłam, gdy tylko znalazłam się na zewnątrz. Lou właśnie otwierał drzwiczki swojego samochodu.
- Nie jesteś mi teraz do niczego potrzebna!- warknął, a coś zakuło mnie w serce.
- Nie chcę cię zostawiać samego w takiej sytuacji!
- Zostaw mnie w spokoju. Nie mam czasu na pogaduszki, na razie- wsiadł do auta, po czym ruszył z piskiem opon, a ja przygnębiona, usiadłam na mokrym i zimnym krawężniku.
- Wracaj do środka- powiedział Zayn, który właśnie usiadł obok mnie.
- Dobra idę, a ty?
- Zmywam się do kumpla- odpowiedział, a następnie zniknął za zakrętem, natomias ja wróciłam do domu chłopaków.
- Czemu z nim nie pojechałaś?- spytał zdziwiony Niall.
- Nie chciał mieć teraz żadnego towarzystwa- ze smutną miną usiadłam na kanapie obok Harrego, który wpatrywał się w ekran telewizora, mimo że ten był wyłączony.
- Wypijemy za zdrowie mamy Lou?- spytał Liam, trzymając w dłoni butelkę whisky.
- Ja za zdrowie piję zawsze- odparł Hazz, na którego twarzy, na widok alkoholu pojawił się uśmieszek.
- Harry pijaku- skomentowałam.
- Macie tu butelkę, a ja zmykam do Danielle, bo byliśmy umówieni- Liam położył butelkę na stole, po czym wyszedł. Natomiast Niall przyniósł z kuchni trzy szklanki, do których nalał whisky.
- No to za zdrowie mamy Lou- powiedział Harry i przechylił szklankę, następnie to samo zrobił Niall. Niepewnie sięgnęłam po moją szklankę i upiłam trochę, lekko się przy tym krzywiąc, a po chwili dopiłam resztę.
- Na pusty żołądek się nie pije- stwierdził Niall, wysypując chipsy do miski, a Harry napełniał nasze szklanki.
- To teraz za Louisa, żeby mu się wszystko ułożyło- wzniósł toast, Harry.
- Ja chyba nie powinnam tyle pić.
- A co jesteś w ciąży?- obaj się na mnie spojrzeli.
- Nie, nie jestem!
- To wypij za swojego chłopaka.
Ja skończyłam na piątej kolejce już dobrze wstawiona. Gdy wróciłam z łazienki, na kanapie został już tylko loczek, popijający whisky.
- Gdzie Nialluś?- spytałam, siadając na fotelu.
- Nialluś poszedł spać- odpowiedział powoli.
- Uwielbiam tą piosenkę- powiedziałam, wsłuchując się w słowa piosenki.
- To co zatańczysz?- oboje podnieśliśmy się z kanapy i zaczęliśmy bujać się w rytmie muzyki. Ciepło które promieniowało od rozpalonego ciała Harrego było bardzo przyjemne.
Piosenka się skończyła, a my wciąż wolno tańczyliśmy. Potrzebowałam teraz wsparcia, po słowach Louisa. Spojrzałam Harremu prosto w oczy, od których nie mogłam odciągnąć wzroku. Byliśmy mocno wstawieni. Jego twarz zbliżyła się do mojej. Wiedziałam co chłopak chce zrobić, a ja potrzebowałam teraz bliskości. W końcu jego usta zetknęły się z moimi, na początku był to nie winny całus, który z minuty na minuty przeradzał się w coś namiętniejszego. Harry zaczął rozpinać moją koszulę, a ja nie protestowałam. Wylądowaliśmy na kanapie, a gdy Harry ściągał swoją koszulkę, do salonu wszedł Zayn, którego na początku nie zauważyliśmy.
- Oj nie ładnie, nie ładnie- skomentował Zayn, a ja odsunęłam się od loczka jak opażona.
- To nie, to co myślisz- zaczęłam się tłumaczyć, jednocześnie zapinając koszulę.
- A co mam o tym myśleć, poza tym, że Louisowi to się nie spodoba- nie chciałam już dłużej tłumaczyć się przed Zaynem, więc poszłam do pokoju Lou, w którym ostatecznie zasnęłam.
   Rano obudziłam się ze straszliwym bólem głowy, obok Louisa, który już nie spał. Chłopak pogładził moje włosy, a następnie cmoknął mnie w czoło.
- Cześć kochanie- powitał mnie słodkim głosem.
- Hej, co u mamy?
- Wszystko dobrze, okazało się, że pomylili nazwiska i nie chodziło o moją.
- Aha to dobrze- sztucznie się uśmiechnęłam, bo po głowie cały czas chodziła mi wczorajsza wpadka z Harrym.
- Ej, co z twoim humorem? Jutro wylatujemy na wakacje, a ty jesteś taka jakaś przygaszona.
- Przepraszam, ale ja nie mogę nigdzie z tobą jechać- do oczu napłynęły mi łzy, które zaraz spływały już po moich policzkach.
- Coś się stało?
- Tak- odpowiedziałam, po czym wyszłam z pokoju.
- Mogę ci jakoś pomóc?- Lou, szedł za mną.
- Zdradził cię ktoś kiedyś?- przystanęłam, aby na niego spojrzeć.
- Tak, a czemu pytasz?
- I jak się wtedy czułeś?
- Źle. Tamtego dnia moje serce posypało się na milion malutkich kawałków. Kochałem ją, a ona po prostu zdradziła mnie z jakimś kolesiem. Poczułem się jak bezwartościowy śmieć. Nie potrafię jej tego wybaczyć, a powinienem. Czemu o tym rozmawiamy?
- Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz- pocałowałam go ostatni raz, po czym zbiegłam po schodach.
- Możesz mi chociaż powiedzieć z kim?- krzyknął za mną?
- Z Harrym- wtrącił Zayn, który właśnie wyszedł z kuchni.
- Dzięki stary- powiedział Hazza, który też w jakiś sposób znalazł się koło nas.
- Wiecie co? Możecie się wszyscy wynieść z mojego życia- krzyknął gdy wychodziłam, a raczej wybiegałam z ich domu.
- Udanych wakacji, Liam. Nie rób nic glupiego- powiedziałam do mijanego Liama, a z mojej twarzy na chodnik kapały łzy.

    Po powrocie do domu, cały dzień spędziłam w swoim pokoju, wspominając wszystkie wspólne chwile spędzone z Louisem. Zresztą kolejne ni mijały podobnie. Cały czas leżałam na łóżku wpatrując się w zdjęcia. Louis nie dzwonił wcale, zresztą nie dziwię się mu, złamałam mu serce. Nie wykazywał nic ze swojej strony, jednak co chwilę przychodziły Sms-y od pozostałych chłopaków, które usuwałam bez przeczytania.
________________________________________
Takie coś innego, żeby całe opowiadanko nie było przesłodzone, mam nadzieję, że nie jesteście złe, że związek Lou i Merry się rozpadł :( Komentujcie dużo, to szybciej będzie nowy rozdział może z niespodzianką :) KOMENTOWAĆ PYŚKI :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Rozdział 17

- Dobra misiek, leć po tą koszulę, a ja idę pogadać z Liamem- cmoknął mnie w policzek i pobiegł do swojej sypialni, a ja z Harrym poszłam do salonu, w którym właśnie zalegali na kanapie Liam i Zayn.
- Payne musimy porozmawiać. Teraz- powiedziałam surowym głosem.
- O stary ja na twoim miejscu bym się bał- wtrącił Malik.
Liam niepewnie do mnie podszedł, a ja chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam go w stronę kuchni. Niedługo potem, siedzieliśmy już na krzesłach w jadalni, a Liam wpatrywał się we mnie z pytającą miną na twarzy.
- Powiem krótko i na temat. Dzisiaj o osiemnastej widzę cię u mnie i nie ma, żadnego „ale”...- chłopak momentalnie posmutniał.
- No i tu jest mały problem, bo chciałbym tego sylwestra spędzić z Danielle.
- To weź ją ze sobą.
- Nie chcę robić twojej mamie problemu. Czterech pajaców w zupełności wystarczy.
- Liam skończ. Mogę twój telefon?- chłopak podał mi swojego Iphona, a ja pośpiesznie odszukałam w kontaktach numer jego dziewczyny, po czym nadusiłam zieloną słuchawkę.
- A to nie twoje kochanie. Hej tu Merry- przywitałam się.- Nie nic się nie stało- odruchowo zerknęłam na Liama.- A więc zapraszam cię do siebie na sylwestra i nie przyjmuję odmowy. Tak, tak Liam, też dostał zaproszenie. Dobra Liam ci zdradzi szczegóły, bo ja muszę lecieć do domu- oddałam Paynowi telefon, a następnie podeszłam do Louisa, który czekał w progu.
- Ładna ta koszula- cmoknęłam jego usta i wyszliśmy z domu, trzymając się za ręce.
- Co tak długo?- tymi słowami, powitała nas moja mama, która właśnie odkurzała dywan w przedpokoju.- A gdzie zakupy?
- Ups, chyba zostały w samochodzie, zaraz je przyniosę- odparł Louis, ponownie wychodząc na dwór.
Minuty mijały, a żadne z naszej trójki nie miało czasu nawet na krótką przerwę. Lou pomagał mojej mamie w kuchni, z której dochodziły cudowne zapachy, natomiast ja stroiłam salon i nakrywałam do stołu. Efekt końcowy był niesamowity, wszędzie roiło się od baloników i serpentyn. O wpół do ósmej, postanowiłam przebrać się w coś bardziej odpowiedniego. Założyłam krótką granatową sukienkę, która idealnie współgrała z ciemną koszulą Louisa. Natomiast na nogi wsunęłam ulubione, czerwone szpilki, po czym wróciłam do salonu.
- Merry, możesz przynieść dwa krzesła z góry?- spytała mama.
- Ja po nie pójdę- krzyknął Louis, którego głos wydobył się z kuchni.
- Ślicznie wyglądasz. Musimy porozmawiać, zniosę te krzesła i spotkamy się w twoim pokoju. Okay?- oznajmił, po czym poszedł na górę, a ja tuż za nim powędrowałam do swojej sypialni. Usiadłam na łóżku i zaczęłam bawić się wisiorkiem, który dostałam od swojego chłopaka.
- Mówiłem już, że ślicznie ci w tej sukience?- podszedł do mnie, złapał za moje dłonie, głęboko wpatrując się w moje oczy.
- No coś tam wspominałeś- usiadłam mu na kolanach, ani na moment nie odrywając wzroku od jego oczu.
- Mam coś dla ciebie.
- A to z jakiej okazji?
- A tak bez okazji, będą pasować do wisiorka- podał mi małe, czarne pudełeczko, w którym znajdowały się piękne, srebrne kolczyki w kształcie serca.
- Piękne są. Dziękuję kochanie-cmoknęłam go w policzek.
- Podobają się?
- No jasne, ale nie musiałeś ich kupować.
- Musiałem, bo raz słyszałem, że kobiety bardziej kochają swoich mężczyzn, gdy ci obdarowują je prezentami.
- Wcale, że nie. Ja cię kocham zawsze tak samo mocno- odpowiedziałam.- Dobra chodźmy już na dół- wtuleni w siebie zeszliśmy z powrotem do salonu, po którym krzątali się już pozostali chłopcy, Danielle i mama. Wszyscy w tym samym momencie podnieśli wzrok na mnie i Louisa.
- Hej gołąbeczki- powitał nas Niall, który jako jedyny siedział już przy stole i zajadał się sałatką.
- No cześć żarłoku- opowiedziałam siadając do stołu, naprzeciwko blondyna.
Chwilę później wszyscy zajadali się już specjałami mamy, która mimo sporej różnicy wieku odnalazła z nami wspólny język.
- Zatańczysz?- Lou złapał moją dłoń, która właśnie sięgała po ciasto czekoladowe.
- Jasne- poszliśmy na parkiet, gdzie po chwili dołączyli do nas Liam z Danielle oraz Harry, który do tańca porwał moją mamę.
Do północy bawiliśmy się znakomicie, a jedzenie było wprost rewelacyjne. Gdy zbliżała się 24 wszyscy z kieliszkami w dłoniach wyszliśmy przed dom. Fajerwerki rozświetliły ciemno granatowe niebo, a ja zaczęłam składać wszystkim życzenia noworoczne.
Siedem godzin później wszyscy smacznie już sobie spali. Ja z Louisem w moim pokoju, Liam z Danielle w pokoju gościnnym, mama u siebie, a Harry, Zayn i Niall na kanapie w salonie.
Kolejny dzień prawie cały spędziłam na sprzątaniu, zmywaniu i ogólnie ogarnianiu po wczorajszej imprezie tak naprawdę tylko ja byłam w stanie to robić, bo pozostali zalegali na kanapie i tylko narzekali na to jak im głowa pęka, albo jak to im jest niedobrze.
Do wyjazdu pozostały już tylko dwa dni, a ja byłam już spakowana. Na obiad zaprosili mnie chłopcy, u których i tak spędzałam dziennie po kilka godzin. W ich domu byłam o 15.30. Już na korytarzu doszły do mnie piękne zapachy.
- Kto gotował?- krzyknęłam na samym wejściu.
- Cześć słońce- Lou pocałował mnie na powitanie, a przez moje ciało, przeszedł przyjemny dreszcz.
- Hej. Co macie dobrego, bo zaraz umrę z głodu?- podeszłam do kuchenki, po czym zerknęłam do garnków, delektując się pięknym, intensywnym zapachem sosu.
- Siadajcie do stołu- odparł Liam, który właśnie nakładał makaron na talerze.
- Smacznego- powiedzieliśmy wszyscy w tym samym momencie.
Po chwili rozległ się dzwonek z telefonu Louisa. Chłopak dyskretnie wstał od stołu, po czym przyłożył komórkę do ucha.
- Lou, kto to był?- spytał Harry, wpatrując się w bladego Louisa, który bezsilnie opadł na krzesło.- Louis, kto dzwonił- powtórzył loczka, a w oczach Lou panowała zupełna pustka.
- Kotku co się stało?- chwyciłam go za rękę, a jego obojętne oczy zwróciły się ku moim.
_________________________________________
Krótki, ale mam nadzieję, że się spodoba. Nie miałam za bardzo czasu napisać więcej, bo dopiero wczoraj wróciłam zajebistego obozu :)

niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 16

- Za bardzo cię kocham, żebym nie mogła wybaczyć takich głupot- wstawiłam kwiaty do wazonu, a Lou usiadł przy stole i zaczął nakładać sobie sałatkę na talerz.
- Żebyś tylko wiedziała ile musiałem nalatać się za tymi kwiatkami. Czemu w Londynie nie mogą być całodobowe kwiaciarnie?- wsadził sobie kolejną porcję sałatki do buzi.- Cudowna i przepyszna- dodał z pełnymi ustami.
- To jedz, jak ci tak smakuje- spojrzałam a niego, a później na miskę i zaczęłam z niej wybierać kawałki kurczaka.
- Kurczako-żerca- Louis skomentował moje zachowanie z szerokim uśmiechem na twarzy.
- A ty co marchewko-żerco?- obydwoje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Wybierzesz jakiś film? A ja w tym czasie pójdę się umyć- poradziłam, podczas wkładania naczyń do zmywarki. Dałam u szybkiego cmoka w policzek, po czym pobiegłam do łazienki na piętrze. Z wszystkim uwinęłam się w niecałe piętnaście minut, co jak na mnie okazało się być naprawdę dobrym do osiągnięcia czasem. Roztarłam na ciele ulubiony balsam, po czym zeszłam do salonu, gdzie Louis właśnie przeglądał płyty.
- Słodka piżamka- skomentował mój ubiór, gdy usiadłam mu na kolanach.
- Dzięki. Wybrałeś coś?-ostrożnie zsunęłam się z jego nóg, tak aby było mi wygodniej. Ponieważ jeśli chodzi o kościste nogi Lou, to nie należały one do miękkich rzeczy.
- „Mgła”?- uniósł pudełko z filmem w moją stronę.
- Czemu horror? A może „Jedź, módl się, kochaj”?- przedstawiłam mu swoją propozycję.
- A czemu jakieś głupie romansidło?-spojrzał na nie z zażenowaniem w oczach.
- Dobra to włączmy „Zaplątanych”- sięgnęłam po płytkę z bajką Disney'a.
- Ja to bym wolał „Odlot”.
- Jakież to szczęście, że przeciwieństwa się przyciągają- skomentowałam to w taki sposób, aby chłopak nie mógł usłyszeć moich słów.- My do Nowego Roku nic nie wybierzemy, słońce- odparłam nieco wkurzonym głosem.
- No dobra, to obejrzyjmy to romansidło.
- Nie, nie. Włączmy „Mgłę”. Romansidło obejrzymy innym razem.
- Po co innym razem, skoro możemy to obejrzeć teraz i to w dodatku w miłym towarzystwie.
- Wiesz co ja już chyba straciłam ochotę na jakikolwiek film. Idę spać, a ty jak chcesz to oglądaj sobie to na co masz ochotę- wypowiedź tą zakończyłam długim ziewnięciem.
- A co powiesz na spacer?
- Lou, ale jest zima. Temperatura jest mocno na minusie, a my na sobie mamy jedynie piżamy.
- No i co z tego? Założymy cieplutkie kurteczki, szaliki, butki i tak dalej. No chodź! To nasza ostatnia noc w tym roku, a tak poza tym to nie chce mi się na razie wracać do domu.
- No już okay. Ale nikt tobie nie każe wracać na noc do siebie- pocałowała jego usta, delikatnie.
- Czy ty coś sugerujesz?- Louisowi zaświeciły się oczy, a na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
- Lou zboczuszku... No chodźmy już, bo się rozmyślę, co do tego zwariowanego spaceru nocą- odważnie pociągnęłam jego dłoń w stronę przedpokoju. Szybko się ubraliśmy, a po chwili podążaliśmy już wtuleni w siebie, opustoszałymi uliczkami Londynu.
- Czy nie jest cudownie?- spojrzał na mnie swoimi magicznymi, zielonymi oczami.
- Z tobą zawsze. A tak w ogóle mamy jakiś określony cel naszej przechadzki?
- Nie. A powinniśmy jakiś mieć?
- W sumie to przecież i tak szwędamy się po mieście, o pierwszej w nocy i to w dodatku w piżamach.
Gdy tylko wróciliśmy do domu, ja powędrowałam prosto do swojego ciepłego łóżka, a Lou wstąpił do łazienki.
Następnego dnia jakoś udało mi się obudzić przed jedenastą. Na swoim brzuchu czułam coś ciepłego, była to ręka Lou, który jeszcze wtulony w kołdrę, smacznie sobie spał. Natomiast dołu dochodziły już odgłosy, krzątającej się po kuchni mamy. Zwinnie wyślizgnęłam się z uścisku chłopaka, chwyciłam ciuchy i poszłam do łazienki się ubrać i odświeżyć.
Po powrocie do pokoju, Louisa już tam nie było. Wciągnęłam na siebie wyjętą z szafy ciepłą bluzę. Później udałam się wprost do kuchni, z której doszły mnie głosy.
- A cóż tu się wyprawia?-zapytałam, gdy tylko znalazłam się w pomieszczeniu.
- Hej kotku- pocałował mnie na powitanie.- Robimy właśnie z twoją mamą listę zakupów. Pani naprawdę powinna być modelką- dodał patrząc na nią.
- Louis, nie musisz mi się podlizywać i tak cię nie polubię, bo przez ciebie mniej czasu z córką- powiedziała złośliwie.
- Dobra Lou, idziemy?
- W piżamie?
- No a czemu nie? To jakiś problem?
- No wiesz paparazzie, fanki i te sprawy, a ja w piżamie?- zaczął się tłumaczyć.
- Okay. To wjeżdżamy do ciebie, masz pięć minut na przebranie się i pędzimy do sklepu- przedstawiłam mu, przed chwilą obmyślony plan działania, a chłopak tylko skinął głową.
Kilka minut później siedziałam już w mercedesie Louisa, uważnie przeglądając listę zakupów. Sprawdziłam jeszcze, czy oby na pewno mam pieniądze od mamy, po czym Louis gwałtownie ruszył spod domu. Niespełne kilka minut później, mój słodziak wbiegał już do swojego domu w uroczej piżamce w kratę, natomiast ja z włączonym stoperem w telefonie, przeglądałam sobie płyty CD, które znajdowały się w schowku.
- Gotowy!- Lou krzyknął, gdy tylko otworzył drzwi kierowcy.- I co, jaki czas?- dodał lekko dysząc.
- Hej, ponownie. Czas to... 4 minuty 48 sekund, więc jakoś udało ci się wyrobić- odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem goszczącym na mojej twarzy.
- Za taki dobry czas, chyba powinna być jakaś nagroda- mrugnął do mnie zalotnie.
- Poproś mamę, może kupi ci czekoladę-chłopak wywrócił jedynie oczami, pocałował moje usta, po czym ruszył w stronę supermarketu.
- Robimy tak, że bierzemy dwa koszyki, listę dzielimy a pół, no i każdy idzie w swoim kierunku?- rozplanowałam.
- Proponuję wyścigi. Zwycięzca dostaje od ciebie słodkiego buziaka- na jego twarzy znowu pojawił się szeroki uśmieszek.
- Ej, ej, czy ty sugerujesz, że przegram?
- No w sumie to tak, nie mam sobie równych.
- Osz ty, zaczynamy za 3, 2 już!- nie oglądając się za siebie, pobiegłam w stronę przetworów mlecznych. Ładowałam do koszyka kolejno: dwie kostki masła, mleko, jogurt naturalny, kostkę twarogu, ser i wiele, wiele innych. Gdy miałam już wszystkie produkty, prędko pognałam w stronę kas. Louisa, jeszcze przy nich nie było. Z zadowoleniem stanęłam przy ścianie i czekałam na swojego rywala. Mijały sekundy, minuty, a jego jak nie było, tak nie było. Kiedy chciałam już do niego dzwonić, na wyświetlaczu mojej komórki pojawiło się jego imię.
- No, gdzie ty jesteś, przecież już od jakiś dziesięciu minut na ciebie czekam, przy kasach- zaczęłam, nie dając mu dojść do słowa.
- Jak to ty czekasz na mnie, skoro ja czekam na ciebie, przy wejściu- wtrącił, gdy przestałam mówić.
- Co ty robisz przy wejściu? Ile już tam czekasz?
- Też jakieś dziesięć minut. A przy wejściu, dlatego że ja wyznaję taką regułę, że tam gdzie się zaczyna, tam i się kończy- bez zastanowienia odpowiedział na moje pytania.
- Dobra, to chodź do mnie, tam do kas. Czekam, tylko się pośpiesz, bo się stęskniłam- powiedziałam to najsłodszym głosem, jaki mogłam z siebie wydobyć.
- Lubię, gdy za mną tęsknisz, bo wtedy, gdy w końcu się spotykamy, jeszcze lepiej całujesz- dodał, po czym się rozłączył, a ja jeszcze przez chwilę trzymałam telefon przy uchu.
W pewnym momencie zaczytałam się w plakacie na temat fast foodów, gdy nagle poczułam czyjąś rękę na plecach, a kiedy się odwróciłam, stykałam się ustami z ciepłymi i delikatnymi wargami Louisa. Krótką mówiąc zatraciłam się w cudnym pocałunku z kochaną osobą.
- A nie miał być przypadkiem remis?- spytałam, gdy się od siebie odsunęliśmy.
- No tak, ale ja stęskniłem się za twoimi ustami- pocałował mnie delikatnie w policzek, po czym ustawiliśmy się w kolejce do kasy.
- Mam nadzieję, że masz wszystko, co było na tej liście- w tym momencie zza naszych pleców coś błysnęło. Odwróciliśmy się i kolejny błysk oślepił nasze oczy.
- Tak, tak. Mam wszystko. Nie martw się tymi ludźmi, to paparazzie, zresztą do których, jako moja dziewczyna musisz się przyzwyczaić. Do tych śledzących ludzi wrócimy w aucie, a teraz bierzmy się lepiej za pakowanie jedzenia.
- No więc, najważniejszą rzeczą tyczącą się paparazzie, jest totalne ignorowanie wszystkiego, co oni robią i wrzucają do gazet. Po drugie nie odganiaj ich, w ogóle z nimi nie rozmawiaj. No i ostatnie, staraj się zawsze „pozować” naturalnie- zaczął mi przedstawiać wszelkie wskazówki, gdy tylko ruszyliśmy spod sklepowego parkingu.
- Postaram się. A zmieniając temat, zabieramy chłopaków do mnie teraz, żeby coś tam pomogli, czy dojadą później?
- Nie jestem pewien, czy chcesz mieć Nialla w swojej kuchni- odparł.
- A no w sumie, może i masz rację.
- Wiesz co, musimy jeszcze pojechać do mnie, bo muszę zmienić koszulę, a ty powinnaś porozmawiać z Liamem, żeby nie marudził i też do ciebie przyszedł.
- A co z nim? Czemu nie chce przyjść?
- Pogadasz z nim za chwilę, to się wszystkiego dowiesz- odpowiedział, gdy zatrzymaliśmy się przed domem chłopaków.
- Dobra, chodźmy już- powiedziałam, wychodząc z samochodu.
Louis otworzył główne drzwi, które momentalnie zamknął z ogromnym hukiem.
- Czemu, nie wchodzisz?- spytałam, spoglądając na niego.
- Nie chcesz tego widzieć-odparł, po czym wyjął z kieszeni spodni telefon, który chwilę później przyłożył sobie do ucha.
- Niby dlaczego?
- Harry proszę cię, ubierz się. Jestem z Merry przed drzwiami- zaczął, ostro mówiąc do komórki.
- Nie nawet, nie próbuj!- tym razem Lou podniósł głos.
- Ej, o co chodzi?- spytałam, zupełnie zdezorientowana.
- Poza tym, że Harry biega po domu zupełnie nago, to nic- starał się wytłumaczyć spokojnym głosem.
- Po co? Kręcą jakieś niedozwolone filmiki?- spytałam łapiąc za klamkę.
- Nie raczę za to, co tam zobaczysz. Wiedz, że wchodzisz tam na własną odpowiedzialność.
Zwinnie pociągnęłam za klamkę, a drzwi się uchyliły. Wolnym krokiem weszłam do środka, ciągnąc za sobą Lou.
Louis, Harry do was biegnie- ostrzegł nas z góry Liam, a Lou energicznym ruchem wepchnął mnie do szafy.
- Ej wypuść mnie- zaczęłam walić pięściami o drzwiczki szafy.
- Harry, załóż majtki, do cholery!
- Jakoś do tej pory moja nagość, ci nie przeszkadzała.
- Bo mi to nie przeszkadza, ale wolę oszczędzić Merry, tego widoku.
- Dobra, już dobra. Mam tu w szafie chyba jakąś zapasową parę bokserek- podszedł do drzwi drewnianego mebla.
- Nie otwieraj tego- krzyknął Lou, a ja zaczęłam szukać wewnątrz szafy jakiś gaci.
Chwilę później trzymałam już w dłoni czarne bokserki, bynajmniej tak mi się zdawało, bo wszędzie było ciemno. Uchyliłam lekko drzwiczki i ostrożnie wysunęłam dłoń z bielizną. Ktoś mi je wyrwał z ręki, a po kilku minutach ujrzałam Hazzę, w owych ciemnych majtkach i stojącego obok loczka, Louisa.
______________________________________________
Kolejny rozdział dla was. Jestem sobie na obozie i tak w wolnym czasie piszę dla was nowe rozdziały. Mam nadzieję, że się wam spodoba i będziecie komentować. Dodajcie się też do obserwatorów :)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 15


- Lou, ja ją odwiozę, ty i tak już jak na dzisiejszy dzień dużo spieprzyłeś- głos zabrał Liam, który nie wiadomo skąd znalazł się przy nas.
- Ale...
- Lou, on ma rację- wsiadłam do samochodu Liam, a Lou tylko spojrzał na kolegę z oburzeniem i wrócił do domu, ze spuszczoną głową.
- Musisz im to wybaczyć, to są zawzięci fani piłki nożnej- zaczął mi tłumaczyć, gdy tylko ruszyliśmy z podjazdu.
- Rozumiem, ale mógł to powiedzieć w inny sposób.
- Nie chcę być niemiły, ale ty sobie wszystko za bierzesz do siebie.
- Możliwe, ale dziewczyny już tak mają- wytknęłam do niego język.
- A co do tego sylwestra, to przecież miałaś wpaść do nas, tak Louis coś tam wspominał- chłopak zmienił temat.
- Po prostu moja mama stwierdziła, że nie mam dla niej czasu. A odkąd pamiętam sylwestra zawsze spędzam z nią.
- A co z twoją mamą, nie będzie miała nic przeciwko, jeśli nagle zwali jej się do domu pięciu wariatów?
- Możemy spytać się jej teraz- zaproponowałam, gdy samochód Liama zatrzymał się przed moim domem.
- Nie chcę przeszkadzać- zaczął się wykręcać od rozmowy z moją mamą.
- No chodź. Nie zje cię- wysiadłam z auta, po czym szybko je obeszłam i otworzyłam drzwi od strony kierowcy. Chwyciłam Liama za rękę i mocno pociągnęłam w stronę domu.
- Merry to ty?- spytała mama, gdy weszliśmy do środka.
- Dzień dobry- powiedział Liam, gdy weszliśmy do kuchni, gdzie mama właśnie coś tam pichciła.
- Cześć. Louis?- spojrzała zdezorientowana na chłopaka.
- Nie mamo to nie Louis. To jest Liam- poprawiłam.
- A ty przypadkiem nie spotykałaś się z tym Louisem, którego jakiś czas temu badałam?- spoglądała to na mnie, to na Liama.
- Tak, Merry jest z Lou. Ja tylko odwiozłem pani córkę do domu, bo...- nie pozwoliłam mu dokończyć.
- No mamo, bo jest sprawa. Czy chłopcy mogą spędzić u nas sylwestra?- od razu przeszłam do rzeczy.
- Jak mi pomogą urządzić tą imprezę, to ja się zgadzam.
- Jasne, że pomogą- po raz kolejny wytknęłam język do Liama.
- No to postanowione- powiedziała mama, po czym wzięła się za zmywanie naczyń.
- Dzięki mamo.
- Tak Lou?- powiedział Liam, przykładając sobie telefon do ucha. Chłopak musiał mieć wyłączony głos, ponieważ nikt poza nim nie usłyszał, żadnego dzwonka.- Zaraz będę. No rozmawiałem z twoją teściową- wciąż mówił do słuchawki.- Tak, cały czas jest na ciebie zła, no bez kwiatów się nie obejdzie- puścił mi oczko, a ja tylko się do niego delikatnie uśmiechnęłam.- Powiedz jej, że zaraz będę- odparł, po czym się rozłączył.
- Dobra ja już będę leciał, bo Danielle na mnie czeka. Do widzenia- po kilku sekundach już go nie było.
- O co poszło, że Louis nie mógł cię przywieść?
- Nie ważne. Idę spać- odburknęłam i ruszyłam w stronę swojego pokoju, w którym czekało na mnie ciepłe łóżko.
Wyjęłam z szuflady ulubioną piżamę, a następnie poszłam do łazienki. Włączyłam sobie muzykę i weszłam do pełnej, ciepłej wody wanny, w której spędziłam jakieś pół godziny. Kiedy byłam już w nagrzanym łóżku nie musiałam długo czekać aż usnę.
Kolejny dzień wnioskując po pogodzie mógł być udany. Tym bardziej, że już na jutro szykowała się impreza sylwestrowa. Zaspanym jeszcze krokiem zeszłam do salonu. Nikogo oprócz mnie nie było w domu. Weszłam do kuchni, nasypałam sobie do miski płatki i zalałam mlekiem. Podczas jedzenia śniadania wpadłam na pomysł, aby dzisiejszy dzień spędzić w towarzystwie swoich przyjaciółek.
Umówiłyśmy się na czternastą pod kinem. Gdy wróciłam do swojej sypialni, aby się ubrać z mojej komórki zaczął się wydobywać dźwięk dzwonka.
- Halo- mimo że nie spojrzałam na ekran, byłam pewna, że to Lou.
- Hej kotku. Przepraszam za wczoraj. Możemy się dzisiaj spotkać?- spytał Louis.
- Nie, nie możemy- odparłam srogo.
- Czemu? Jesteś jeszcze na mnie zła?
- Nie.
- To może przyjadę do ciebie za chwilę?
- Lou, NIE!
- Jesteś z kimś?
- Nie.
- Czy ty nie możesz ze mną normalnie rozmawiać?
- Nie. Spotykam się dzisiaj z przyjaciółkami- wyjaśniłam w końcu.
- Dobra, dobra. O której mamy być jutro u ciebie?
- Ty o dwunastej, bo pojedziesz ze mną jeszcze na zakupy do sklepu- bez pożegnania, rozłączyłam się, bo powinnam już wychodzić na spotkanie.
Włożyłam na siebie kurtkę i buty, po czym wyszłam z domu. Megan i Julia czekały już na mnie przed budynkiem, pobliskiego kina.
- Merry, jak zawsze spóźniona- powiedziała Megan z nieco oburzoną miną.
- Sorry, ale taka już moja natura- zaśmiałam się.- To co, na co idziemy?
- Komedia romantyczna?
- Chyba wolałabym jakiś dramat, albo thriller- podsunęłam im swoją propozycję.
- Od kiedy ty lubisz takie filmy? Chyba zrezygnujemy z kina i pójdziemy do kawiarni i nam opowiesz co tam się u Ciebie ciekawego, ostatnio wydarzyło- zaproponowała Julia.
- A co tam opowiadać, ale kawy to ja bym się z chęcią napiła- wybrałyśmy naszą ulubioną kawiarnię i zamówiliśmy po latte i czekoladowym ciastku.
- To jak wam się układa z Louisem? Ma zamiar oficjalnie przedstawić cię całemu światu?
- Wczoraj mieliśmy mała sprzeczkę, ale ja nie potrafię długo się na niego gniewać- wzięłam łyk ciepłej kawy- Wiecie, jakoś nie zależy mi na rozgłosie naszego związku.
Rozmawiałyśmy tak jeszcze przez jakieś pół godziny, a ostatecznie i tak wylądowałyśmy na sali kinowej. W domu byłam kilka minut po osiemnastej i zjadłam przygotowany przez mamę wcześniej obiad. Okazało się, że moja mama wzięła dzisiaj jeszcze nocną zmianę, żeby jutro mieć dzień wolny. W związku, że nie miałam ochoty spędzić tej nocy samej, więc wyjęłam z kieszeni komórkę, a następnie wykręciłam numer do Lou.
- Tak słoneczko? Jak tam film?- uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy usłyszałam jego cudowny głos w słuchawce.
- Przyjedziesz do mnie?
- No tak będę jutro, tak jak mi poleciłaś.
- Lou, ale czy przyjedziesz do mnie teraz?- powtórzyłam pytanie, tym bardziej bardziej zagłębiając się w szczegóły.
- Coś się stało?
- Tak. Stęskniłam się za tobą. Bardzo. To przyjedziesz?
- Hmm... No w sumie też się stęskniłem. Będę za 10 minut- odparł, po czym się rozłączył. W tym momencie zrobiłam się nieco głodna. Zeszłam do kuchni, po czym otworzyłam lodówkę i zaczęłam wyciągać z niej potrzebne produkty. Miałam ogromną ochotę na jakąś sałatkę
Smażyłam kurczaka, gdy drzwi się otworzyły, a ja usłyszałam kroki Louisa, który zmierzał w kierunku kuchni. Po chwili w jadalni stanął mój chłopak, ubrany w kraciastą piżamkę. Spojrzałam pytająco na strój Louisa.
- No co leżałem już w łóżku.
- Masz ochotę coś zjeść?- spytałam mieszając sos.
- A co dobrego pichcisz?- podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu, spoglądając mi przez ramię.
- Sałatkę z kurczakiem i ryżem, ale jeśli masz ochotę na coś innego, to musisz poszperać w lodówce.
- To wiesz, ja mogę spróbować tej twojej sałatki. Pomóc ci?- cmoknął delikatnie mój policzek.
- Poradzę sobie, a tobie przypomnę, że musisz jeszcze mnie przeprosić za wczoraj.
- Okay, ale pierw muszę skorzystać z toalety- zwinnie oddalił się i wyszedł, a ja kończyłam robić spóźnioną kolację.
- Louis, czy tobie jest potrzebna pomoc?- ikt nie odpowiedział. Podeszłam do drzwi od łazienki na parterze, jednak nikogo w niej nie było. Następnie poszłam do tej na piętrze, ale ta też była pusta.
- Lou, ja nie mam ochoty bawić się z tobą w chowanego- krzyknęłam na cały dom.- Idę jeść- dodałam.
Usiadłam przy stole , zupełnie nie przejmując się chłopakiem. Dopiero po kilkunastu minutach, zaczęłam się niepokoić. Jednak w pewnym momencie do kuchni wszedł Louis z ogromnym bukietem białych róż.
- Przepraszam cię za wszystko, nie tylko za ten mecz, ale jeśli cię kiedykolwiek wcześniej uraziłem. Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam. Wybaczysz mi?- po tych słowach chłopaka, do oczu napłynęły mi łzy, a oprócz tego nic nie mogłam z siebie wydusić. Zdawałam sobie sprawę ile musiał się najeździć w poszukiwaniu otwartej kwiaciarni o tak późnej porze.
- Wybaczysz swojemu głupkowi?- pocałowałam go delikatnie.
- Za bardzo cię kocham, żebym nie mogła wybaczyć takich głupot- wstawiłam kwiaty do wazonu, a Lou usiadł przy stole i zaczął nakładać sobie sałatkę na talerz.
____________________________________________
Dobra nie spodziewałam się tego, że pod poprzednim rozdziałem naprawdę będzie 10 komentarzy, widziałam to wcześniej, ale zapomniałam swojego emailu, żeby wstawić ten rozdział. Haa muszę was zmartwić, bo od 6 sierpnia wyjeżdżam na obóz na dwa tygodnie i tam nie będę miała w ogóle dostępu do internetu, więc nie będzie kontynuacji. pozdrawiam i czekam na również tyle komentarzy :)