środa, 24 października 2012
strona na facebooku
A więc jakiś czas temu założyłam stronę na fb, poświęconą temu opowiadaniu, na której informuję o nowym rozdziale, odpowiadam na wasze pytania, a także pytam was o zdanie :) Liczę na to, że klikniecie Lubie to :P O to link stronka stronka
poniedziałek, 22 października 2012
Rozdział 38
Rano prawie co nie zaspałam do pracy, gdy tylko uświadomiłam sobie która jest godzina, wyskoczyłam z łóżka jak z armaty. Chwyciłam pierwsze, lepsze ubrania z szafy i pobiegłam do łazienki, doprowadzić się do porządku. Śniadanie postanowiłam sobie odpuścić, sięgnęłam tylko po jabłko, które skonsumowałam w drodze do pracy. Jakoś udało mi się wyrobić na czas, założyłam czarny fartuszek i z uśmiechem na odrobinę zaspanej twarzy rozpoczęłam swoją zmianę. W przerwie zamówiłam sobie zupkę, którą zjadłam w mgnieniu oka, ponieważ tak potwornie byłam głodna.
Po pracy przyjechał po mnie Louis, z którym wybrałam się do galerii handlowej, ponieważ Lou musiał jeszcze kupić potrzebne rzeczy do Miami. Do samochodu wróciliśmy cali obładowani siatkami, z czego tylko jedna należała do mnie. Zakupy z Lou, to dla każdego nie lada wyzwanie. Jego myślenie wygląda tak: jeśli nie może się zdecydować, na jedną z dwóch rzeczy, bierze dwie, a czasem nawet i trzy.
- Patrz jakie to ładne- powiedział Louis, wskazując na małą, różową sukienkę dla dziecka, gdy w drodze do domu zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w sklepie odzieżowym, bo okazało się, że Lou nie ma szelek, które ubóstwia, ponieważ ostatnia para mu się rozerwała.
- Słonko, ale to jest dla dzieci- odparłam, kiedy Lou wsadził ową sukienkę do koszyka.
- Tak, wiem- odpowiedział i ruszył w stronę dodatków.
- Louis, ale my nie mamy dzieci, nasi znajomi też nie.
- No, ale przecież, kiedyś będziemy mieć- stwierdził, po czym ściągnął z półki czarne szelki, które też wsadził do plastikowego koszyka.
- Może odłożymy tą sukienkę na wieszak?- zaproponowałam, gdy staliśmy w kolejce do kasy.
- Nie, bo potem będziemy żałować, że jej nie kupiliśmy- postawił na swoim, a mi nie zostało nic jak po prostu odpuścić, bo z tym uparciuchem się nie wygra.
- Wiesz co te twoje wszystkie potrzebne rzeczy, chyba będą musiały lecieć osobnym samolotem.
- I powiedziała to osoba, która, gdy lecieliśmy w trasę, musiała zapłacić sto funtów za nadbagaż- skomentował, a mi przypomniała się sytuacja sprzed miesiąca.
- Nie jedziemy do domu?- spytałam, kiedy przejechaliśmy zjazd do domu.
- Zabieram cię na obiadokolację- oznajmił i zatrzymał samochód przed włoską restauracją na obrzeżach miasta.
- To miłe z twojej strony- odpowiedziałam, po czym wysiadłam z auta.
- Zapraszam- otworzył przede mną drzwi, a ja weszłam do środka i momentalnie wyszłam z powrotem na zewnątrz.- Coś nie tak?- spytał Louis.
- Tak i to bardzo nie tak- oznajmiłam, a chłopak spojrzał na mnie pytająco.- Moje ubrania są nie tak. Nie powiedziałeś, że to będzie taka elegancka restauracja.
- Przesadzasz, jak dla mnie wyglądasz olśniewająco- mówiąc to, chwycił mnie za rękę i ponownie otworzył drzwi.
- Nie wejdę tam!- zapierałam się nogami i rękoma.- Mam pomysł- zaczęłam, a Lou przystanął.- przecież kupiłam sobie dzisiaj sukienkę, która będzie nieco odpowiedniejsza- odparłam, a następnie wzięłam od Lou kluczyki, po czym odszukałam reklamówkę z kremową sukienką, wgramoliłam się na tylnie siedzenia i zaczęłam się przebierać. Po minucie wyszłam z samochodu z rozpiętym zamkiem sukienki.
- Kotku, możesz?- spojrzałam na Lou, który uśmiechnął się na mój widok, a następnie odwróciłam się do niego tyłem.
Louis przejechał powoli palcem wzdłuż mojego kręgosłupa, zaczynając od szyi, co wywołało na moim ciele, przyjemny dreszcz.
- Gotowe- odparł, odwracając mnie do siebie przodem, po czym delikatnie musnął moje usta, swoimi ciepłymi wargami.- Ślicznie wyglądasz, nawet w tych trampkach- uśmiechnął się szeroko, a ja momentalnie zerknęłam na swoje stopy i pokrywające je czerwone Conversy.
- Oj tam, trampki jakoś przeżyję- chwyciłam go za rękę i wspólnie skierowaliśmy się wprost do wejścia restauracji, w której zajęliśmy wolny stolik pod oknem.
Zamówiłam sałatkę z kurczakiem, a Louis szaszłyka, ale mniejsza o to. Nasz przed ostatni wspólny wieczór przynajmniej na jakiś czas, można uznać, za bardzo romantyczny. Było tak wspaniale, że chciałabym, aby ten dzień nigdy się nie skończył, ale przecież nic, nie może trwać wiecznie.
____________________________________
Dzisiaj pewna osoba, uświadomiła mi dlaczego powinnam dodać rozdział, najwidoczniej była tak przekonywująca, że oto i rozdział.
niedziela, 21 października 2012
Imagin z Liamem
Możliwe, że już go gdzieś kiedyś udostępniłam :)
T: Liam, co oglądamy?- spytałaś, gdy jak co wieczór, wspólnie zasiedliście przed telewizorem.
L: Mam dla Ciebie 3 propozycje- oznajmił.
T: Hmmm, to dawaj te propozycje- zerknęłaś nie niego, jednocześnie delikatnie się uśmiechając.
L: Więc, albo Toy Story 1, bądź Toy Story 2, no albo Toy Story 3. Co wybierasz?
T: Więc, jedynkę oglądaliśmy pięc razy, dwójkę trzy, a trójkę osiem, więc włączaj dwójkę- zaśmiałaś się, a chłopak włożył płytę do odtwarzacza DVD.
T: Czemu zawsze Toy Story?- spytałaś siadając chłopakowi na kolanach.
L: Otóż to bardzo proste. Znam te bajki na pamięc, więc mam możliwośc oglądania czegoś ładniejszego, a mianowicie ciebie- pocałował cię w policzek, a ty tylko uśmiechnęłaś się i wyłączyłaś tv.
L: Czemu to zrobiłaś?
T: To proste. Albo oglądamy coś razem, albo nie oglądamy nic- wytknęłaś do niego język, a chłopak sięgnął po znajdujące się na stoliku lusterko i ci je podał.
T: Po co mi ono?- zdziwiłaś się.
L: Powiedziałaś, że mamy oglądac coś wspólnie, więc pooglądamy ciebie- uśmiechnął się szyderczo, po czym złożył czuły pocałunek na twoich ustach.
_______________________________________
Kolejny imagin z listy, którą niedawno znalazłam. Może ktoś już go gdzieś czytała, bo zamieszczałam go na 2 stronach :) To co ile osób nie może doczekac się rozdziału 38?
XXX
T: Liam, co oglądamy?- spytałaś, gdy jak co wieczór, wspólnie zasiedliście przed telewizorem.
L: Mam dla Ciebie 3 propozycje- oznajmił.
T: Hmmm, to dawaj te propozycje- zerknęłaś nie niego, jednocześnie delikatnie się uśmiechając.
L: Więc, albo Toy Story 1, bądź Toy Story 2, no albo Toy Story 3. Co wybierasz?
T: Więc, jedynkę oglądaliśmy pięc razy, dwójkę trzy, a trójkę osiem, więc włączaj dwójkę- zaśmiałaś się, a chłopak włożył płytę do odtwarzacza DVD.
T: Czemu zawsze Toy Story?- spytałaś siadając chłopakowi na kolanach.
L: Otóż to bardzo proste. Znam te bajki na pamięc, więc mam możliwośc oglądania czegoś ładniejszego, a mianowicie ciebie- pocałował cię w policzek, a ty tylko uśmiechnęłaś się i wyłączyłaś tv.
L: Czemu to zrobiłaś?
T: To proste. Albo oglądamy coś razem, albo nie oglądamy nic- wytknęłaś do niego język, a chłopak sięgnął po znajdujące się na stoliku lusterko i ci je podał.
T: Po co mi ono?- zdziwiłaś się.
L: Powiedziałaś, że mamy oglądac coś wspólnie, więc pooglądamy ciebie- uśmiechnął się szyderczo, po czym złożył czuły pocałunek na twoich ustach.
_______________________________________
Kolejny imagin z listy, którą niedawno znalazłam. Może ktoś już go gdzieś czytała, bo zamieszczałam go na 2 stronach :) To co ile osób nie może doczekac się rozdziału 38?
XXX
piątek, 19 października 2012
Imagin z Zaynem
z góry mówię że nie działa mi " "
Jesteście z Zaynem parą już prawie dwa lata. Jednak ostatnio w waszym związku coś zaczyna się psuc. Wieczory spędzasz samotnie, bo Zayn codziennie wychodzi po obiedzie do kumpli, a gdy wraca jest zupełnie pijany.
T:Gdzie idziesz?- spytałaś się pewnego wieczora, gdy twój chłopak zakładał skórzaną kurtkę.
Z: Na piwko do Louisa- odpowiedział, bez zastanowienia.
T: Czy ty nie możesz chociaż jednego,całego dnia spędzic ze mną?- podniosłaś głos.
Z: Skończ już z tymi gadkami, codziennie słyszę to samo.
T: Skończę nie z tymi gadkami, tylko z tobą- krzyknęłaś, a z twoich oczu popłynęły łzy.
Z: Nie zrobisz tego.
T: Dla twojej informacji już to zrobiłam- pobiegłaś do waszej sypialni i zaczęłaś wrzucac swoje najpotrzebniejsze rzeczy, w tej chwili chciałaś jak najszybciej wyjśc z tego domu.
Z: Zostań. Proszę!- krzyczała zapłakany Zayn, który siedział na ziemi i opierał się o białe drzwi.
T: Odsuń się, chcę wyjśc- chłopak nie zareagował na te słowa i dalej zastawiał drzwi swoim ciałem. Nagle przypomniałaś sobie o tylnym wyjściu, w którego stronę pobiegłaś. Słyszałaś, że Zayn biegnie za tobą, jednak byłaś szybsza. Chwilę później stałaś już przed domem. Wokół było ciemno, a kilka najbliższych lamp, było przepalonych. Jednak mimo to nie zatrzymywałaś się, zmierzałaś wprost do domu twoich rodziców. W połowie drogi ktoś złapał cię za rękę.Uścisk ten był bardzo silny, jednak było zbyt ciemno, abyś mogła rozpoznac tę osobę. Z twoich oczu cały czas płynęły łzy, a w dodatku bałaś się, że ktoś może ci zrobic krzywdę.
- Wróc do mnie. Ja cię kocham- mimo, że chłopak szeptał i było ciemno rozpoznałaś, że osobą trzymającą cię za rękę jest Zayn.
T: Ale Zayn, ja...- nie zdążyłaś dokończyc, ponieważ chłopak pocałował cię delikatnie. Właśnie w tym momencie uświadomiłaś sobie to jak bardzo go kochasz i nie chcesz życ bez niego.
T: Koniec z piciem?- spytałaś, gdy tylko oddaliliście się od siebie na kilka centymetrów.
Z: Obiecuję. Kocham cię- odparł przekonująco, a wasze usta ponownie połączyły się w całośc
_____________________________________________
Znalazłam moje imaginy, więc, żeby osobą które wchodzą na tego bloga nie nudziło się do tego 31 października :) przypominam o stronie UzaleznieniOdOpowiadanie możecie tam wysyłac wiadomości do mnie dot. opowiadania :)
Ć
Jesteście z Zaynem parą już prawie dwa lata. Jednak ostatnio w waszym związku coś zaczyna się psuc. Wieczory spędzasz samotnie, bo Zayn codziennie wychodzi po obiedzie do kumpli, a gdy wraca jest zupełnie pijany.
T:Gdzie idziesz?- spytałaś się pewnego wieczora, gdy twój chłopak zakładał skórzaną kurtkę.
Z: Na piwko do Louisa- odpowiedział, bez zastanowienia.
T: Czy ty nie możesz chociaż jednego,całego dnia spędzic ze mną?- podniosłaś głos.
Z: Skończ już z tymi gadkami, codziennie słyszę to samo.
T: Skończę nie z tymi gadkami, tylko z tobą- krzyknęłaś, a z twoich oczu popłynęły łzy.
Z: Nie zrobisz tego.
T: Dla twojej informacji już to zrobiłam- pobiegłaś do waszej sypialni i zaczęłaś wrzucac swoje najpotrzebniejsze rzeczy, w tej chwili chciałaś jak najszybciej wyjśc z tego domu.
Z: Zostań. Proszę!- krzyczała zapłakany Zayn, który siedział na ziemi i opierał się o białe drzwi.
T: Odsuń się, chcę wyjśc- chłopak nie zareagował na te słowa i dalej zastawiał drzwi swoim ciałem. Nagle przypomniałaś sobie o tylnym wyjściu, w którego stronę pobiegłaś. Słyszałaś, że Zayn biegnie za tobą, jednak byłaś szybsza. Chwilę później stałaś już przed domem. Wokół było ciemno, a kilka najbliższych lamp, było przepalonych. Jednak mimo to nie zatrzymywałaś się, zmierzałaś wprost do domu twoich rodziców. W połowie drogi ktoś złapał cię za rękę.Uścisk ten był bardzo silny, jednak było zbyt ciemno, abyś mogła rozpoznac tę osobę. Z twoich oczu cały czas płynęły łzy, a w dodatku bałaś się, że ktoś może ci zrobic krzywdę.
- Wróc do mnie. Ja cię kocham- mimo, że chłopak szeptał i było ciemno rozpoznałaś, że osobą trzymającą cię za rękę jest Zayn.
T: Ale Zayn, ja...- nie zdążyłaś dokończyc, ponieważ chłopak pocałował cię delikatnie. Właśnie w tym momencie uświadomiłaś sobie to jak bardzo go kochasz i nie chcesz życ bez niego.
T: Koniec z piciem?- spytałaś, gdy tylko oddaliliście się od siebie na kilka centymetrów.
Z: Obiecuję. Kocham cię- odparł przekonująco, a wasze usta ponownie połączyły się w całośc
_____________________________________________
Znalazłam moje imaginy, więc, żeby osobą które wchodzą na tego bloga nie nudziło się do tego 31 października :) przypominam o stronie UzaleznieniOdOpowiadanie możecie tam wysyłac wiadomości do mnie dot. opowiadania :)
środa, 17 października 2012
Rozdział 38
Hej, jestem Natalia, autorka tego bloga, którego zawieszam do 31 października, bez odwołania.
Liczba komentarzy spadła niesamowicie. Może i czytacie to, ale ja nie wiem, bo nie dajecie żadnych znaków że to robicie. Tak trudno? Nie dośc, że każdy może komentowac nie tylko ci co mają konta na google itp.,to jeszcze zniosłam hasłozabezpieczające. Dobra jestem wkurzona i nie chce mi się nic więcej pisac tutaj. Do zobaczenia 31 października. Może mnie jakoś czymś zaskoczycie, w co wątpię. Mam to wszystko gdzieś żegnam :)
Liczba komentarzy spadła niesamowicie. Może i czytacie to, ale ja nie wiem, bo nie dajecie żadnych znaków że to robicie. Tak trudno? Nie dośc, że każdy może komentowac nie tylko ci co mają konta na google itp.,to jeszcze zniosłam hasłozabezpieczające. Dobra jestem wkurzona i nie chce mi się nic więcej pisac tutaj. Do zobaczenia 31 października. Może mnie jakoś czymś zaskoczycie, w co wątpię. Mam to wszystko gdzieś żegnam :)
wtorek, 16 października 2012
Rozdział 37
Dopiero pięć minut później Lou pojawił się na dole z włosami postawionymi na żel, do góry.
- Przecież wiesz, że wolę gdy są położone- zaczęłam poprawiać jego fryzurę, aż jego włosy leżały swobodnie na jego głowie. Natomiast Louis ściągnął z moich związanych włosów gumkę, a ja spojrzałam na niego pytająco.
- No przecież, wiesz że lubię jak są rozpuszczone- wytknął do mnie język, a ja pociągnęłam go za rękę w stronę wyjścia.
- To, gdzie w końcu jedziemy?- spytał, kiedy oboje siedzieliśmy w samochodzie i zapinaliśmy pasy bezpieczeństwa.
- Do mojej babci- odpowiedziałam, krótko.
- A gdzie babcia mieszka?- spytał, natomiast ja sięgnęłam po GPS-a i wystukałam na nim adres, pod który się udaliśmy. Po dwudziestu minutach byliśmy już na podjeździe przed małym, domkiem z którym wiążę wiele wspaniałych wspomnień z dzieciństwa.
- Idziemy?
- Idziemy- odpowiedziałam i otworzyłam drzwi auta, z którego zwinnie się wygramoliłam i zwinnym krokiem podeszłam do białych, frontowych drzwi i nadusiłam klamkę. Złapałam Louisa za rękę i weszliśmy do środka, gdzie unosił się w powietrzu nieziemski zapach.
- Babciu, jesteśmy- krzyknęłam, po czym zaczęłam ściągać buty, a Lou poszedł w moje ślady.
- Cześć kochanie, chodź do mnie do kuchni, mam dla ciebie pyszny obiadek- doszedł nas, przyjemny i uprzejmy głos babci.
- Chciałabym ci kogoś przedstawić. To jest Louis, mój chłopak- przedstawiłam babci mojego ukochanego.
- Dzień dobry- powiedzieli równocześnie Louis i babcia.
- Dbasz o moją Marry?- spytała babcia, gdy usiedliśmy do stołu.
- Babciu, co to za pytanie? Pewnie, że o mnie dba- odparłam, przytulając się do Louisa.
- A na kiedy planujecie ślub?- zadała kolejne pytanie, a ja zakrztusiłam się sokiem, którego przed chwilą wzięłam łyka.
- Babciu, my jesteśmy za młodzi na ślub- odparłam po chwili.
- No, ale mieszkać, mieszkacie ze sobą. Za moich czasów najpierw brało się ślub, a dopiero później zamieszkiwało się razem.
- Babciu, ale czasy się zmieniają- wypalił Lou, a ja zrobiłam wielkie oczy. Czy on ją nazwał babcią?
- A tak zmieniając temat, możemy od ciebie wziąć te moje stare kule?- spytałam.
- Kule? A co się stało?
- Nasz kolega spadł ze schodów i złamał nogę- wytłumaczyłam.
- To co on skakał po tych schodach?
- Tak- skłamałam, bo wolałam nie wspominać o tym, że się upił.
- No dobrze- powiedziała, po czym wstała od stołu i wyszła z kuchni, a po chwili z powrotem do niej weszła, trzymając w dłoniach moje różowe kule. Jak miałam nogę w gipsie, postawiłam na orginalność i sprawiłam sobie nieco nietypowe kule.
- Chyba powinniśmy się już zbierać- powiedział Louis.
- Co, już? Czemu tak szybko?- spytała babcia.
- Idę jutro do pracy, więc muszę być wypoczęta- odparłam.- Dziękujemy za przepyszny obiad- pożegnaliśmy się z nią i wyszliśmy na dwór, gdzie dopiero o tej godzinie zrobiło się ciepło.
- Horan, chodź tu!- krzyknęłam, gdy na samym wejściu o mały włos co nie wdepnęłam w rozlany sok, a kiedy się rozejrzałam po przedpokoju, co kawałek moje oczy odnajdywały kolejne śmieci.
- No Merry?- spytał blondyn, gdy stanął ze mną twarzą w twarz.
- Nie spotkałeś się nigdy z czymś takim jak śmietnik?- mój głos brzmiał naprawdę bardzo poważnie.
- Wiem. Bo ja właśnie szedłem wyrzucić worek ze śmieciami, no i on mi się rozdarł i zaczęły z niego wypadać różne rzeczy- zaczął się tłumaczyć.
- To nie mogłeś tego pozbierać?- wtrącił Louis.
- No właśnie nie bardzo, bo jak się schylam, to bardzo boli mnie noga.
- Niall!- zawołałam, kiedy chłopak chciał wracać już do swojego pokoju.- Mam dla ciebie te kule- odparłam, gdy chłopak odwrócił się w moją stronę, po czym mu je podałam.
- Fajny kolor- skomentował, ustawił sobie odpowiednią wysokość kul i pokuśtykał schodami na górę.
- Jakie plany na dzisiejszy wieczór?- spytał Lou, po tym jak uporaliśmy się ze śmieciami porozrzucanymi po korytarzu.
- Myju, piżamka i idziemy spać, w dosłownym znaczeniu- odpowiedziałam, uśmiechając się delikatnie w stronę Lou.
- Pamiętasz, że za dwa dni wylatuję z chłopakami do Miami?- zaczął Louis, kiedy leżeliśmy w wygodnym łóżku, a ja w ciszy bawiłam się jego wilgotnymi włosami.
- Tak, wiem- nieco posmutniałam, co z resztą można było wyczytać z mojego tonu głosu.
- Powiedz jedno słowo, a zostanę tu z tobą- odparł, spoglądając mi głęboko w oczy, natomiast ja delikatnie pogładziłam jego ciepły policzek.
- Zasłużyłeś na te wakacje i nie chcę żebyś z nich rezygnował, tylko ze względu na mnie- powiedziałam, po czym pocałowałam jego usta na dobranoc, wtuliłam się w jego tors i zamknęłam oczy.
__________________________________
Jest, przepraszam za opóźnienie, ale miałam kłopoty z moim cudownym komputerem. Jak wam się podoba? Jak dla mnie NUDA. Ogólnie nie obraziłabym się gdyby było co najmniej 10 komentarzy. (przypomnę, że mile widziane są długie komentarze) Dobra kolejny rozdział może jutro. Przypominam o stronie na fb na której są wszystkie informacje http://www.facebook.com/UzaleznieniOdOpowiadanie.
Dobranoc : ***
niedziela, 14 października 2012
Rozdział 36
Następnego dnia, już z samego rana postawił mnie do pionu mój budzik. Miałam równą godzinę na wyszykowanie się do pracy. Wyjrzałam przez okno, aby zobaczyć jaka jest pogoda i się zawiodłam. Mimo że są wakacje, pogoda w żadnym wypadku nie nawiązuje do trwającej pory roku. Na zewnątrz było ponuro, a do tego deszcz walił o chodniki i parasole przechodniów.
Chłopcy jeszcze smacznie sobie spali. Dopiero, gdy zeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie, śpiący na kanapie Niall, zaczął się wiercić, po czym otworzył zaspane oczy.
- Dzień dobry Niall- powitałam go popijając kawę.
- Hej. Boże jak mi głowa pęka. O ja pierdole, co to jest- wskazał na swoją pokrytą gipsem nogę.
- Spadłeś wczoraj ze schodów kochaniutki i złamałeś nogę.
- Jakoś nie przypominam sobie.
- Trzeba było się tak nie upijać. Teraz masz skutki. Dobra ja idę do pracy- powiedziałam, spoglądając na zegar.
W związku, że pogoda była nieciekawa, postanowiłam do kawiarni dojechać autobusem. Dzisiaj w pracy miałam trochę większy ruch niż poprzedniego dnia, co mi się nawet podobało, bo przynajmniej szybciej mi zleciał czas. W domu byłam pare minut po szesnastej. Weszłam do salonu, w którym siedział tylko mój kochany Louis i to w dodatku w piżamce.
- Hej kochanie- powitałam się, a Louis do mnie podszedł i nic nie mówiąc delikatnie pocałował moje wargi.- A gdzie nasi skacowani chłopcy?- spytałam, a Lou słodko się uśmiechnął.
- Harry jest w łazience i od dobrej godziny wymiotuje, Zayn wymiotuje w toalecie na piętrze, a Niall leży w łóżku i ogląda jakieś babskie seriale i tylko co chwilę schodzi na dół, po kolejną butelkę wody- wyjaśnił, a w tym samym momencie z łazienki wyczłapał się Harry, którego twarz była blada jak ściana.
- Koniec z piciem- powiedział sam do siebie, ale na tyle głośno, że my też zdołaliśmy usłyszeć te słowa.
- Ale o co tobie chodzi Styles?- zerknęłam na niego z trudem powstrzymując się od śmiechu.
- Znowu- wyburczał Harry i z powrotem pobiegł do łazienki.
- Może gdzieś pojedziemy? Jakoś niespecjalnie chce mi się siedzieć w domu, w którym prawie wszyscy rzygają- zasugerowałam.
- Dobry pomysł. Ty pomyśl gdzie, a ja pójdę się ubrać- powiedział Lou, po czym musnął ustami mój policzek i popędził na górę do naszego pokoju. Podczas, gdy ja czekałam na swojego chłopaka, na dół zczołgał się, kuśtykający na jednej nodze Niall.
- Nie masz kul słonko?- spytałam, a w głębi duszy, zrobiło mi się go żal.
- Nie, nie mam, a nikt nie jest w stanie jechać mi kupić, ale daję sobie radę- odpowiedział, a jego skacowany głos, brzmiał naprawdę śmiesznie.
- Wiesz, jak miałam złamaną nogę, to miałam kule i one są teraz u mojej babci, możemy tam pojechać za chwilę z Louisem- zaproponowałam, a następnie zadzwoniłam do babci, żeby uprzedzić ją, że wpadniemy.- Ok wszystko załatwione- dodałam, spoglądając na Nialla, który się uśmiechnął.
- To miłe, z twojej strony. Dobra ja idę po wodę, bo mnie suszy- odparł i zniknął za drzwiami kuchni.
- Kotku, pośpiesz się!- krzyknęłam, wkładając na nogi buty.
- Moment, nie mogę znaleźć spodni- odkrzyknął Louis, a ja usiadłam na kanapie i tam na niego czekałam.
_________________________________________
Wiem, że krótki, więc przepraszam. Przypominam o stronie na której powiadamiam o wszystkim związanym z blogiem. Czekam na DŁUGIE komentarze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)